Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Autor: Milena Motyl

Zdemoralizowany nieletni na jednym oddziale z osobą w depresji

123RF

Opieka psychiatryczna nad dziećmi i młodzieżą od lat pozostawia wiele do życzenia. Brakuje lekarzy, ośrodków, miejsc w szpitalach i bezpłatnych możliwości uzyskania wsparcia. Tymczasem to właśnie grupa, w której gwałtownie rośnie liczba samobójstw. Problemy pogłębia fakt, że na ogólne oddziały psychiatryczne kierowani są nieletni, którzy nie mają realnych zaburzeń psychicznych.

Jak wynika z raportu „Samobójstwa i próby samobójcze w Polsce w latach 2020–2025”, który został opracowany na podstawie najnowszych danych Komendy Głównej Policji przez Polskie Towarzystwo Suicydologiczne oraz fundację „Życie warte jest rozmowy”, w ubiegłym roku nastąpił niespodziewany i duży wzrost samobójstw wśród dzieci i młodzieży do 19. roku życia (aż o 26,8 proc.). Takiej dynamiki wzrostowej nie odnotowano w przypadku samobójstw osób dorosłych (zarówno kobiet, jak i mężczyzn) – napisał portal Prawo.pl.

W ocenie ekspertów system przeciwdziałania samobójstwom dzieci i młodzieży powinien zdynamizować swoje działania. Widać bowiem, że działania prewencyjne i opieka psychiatryczna, na przykład w postaci centrów zdrowia psychicznego, przynosi efekty w przypadku spadku liczby samobójstw wśród dorosłych. Centra co do zasady nie leczą jednak osób poniżej 18. roku życia, dlatego w ich przypadku dostępność pomocy jest wyraźnie gorsza – wytłumaczył portal. 

Potrzebna reforma systemu psychiatrii dziecięcej

O złym stanie i potrzebie reformy systemu psychiatrii dziecięcej już dwa lata temu alarmowała Najwyższa Izba Kontroli, a od tego czasu niewiele się zmieniło. Podkreślano wówczas zwłaszcza braki wśród lekarzy specjalistów, przepełnione oddziały, hospitalizacje na oddziałach dla dorosłych czy odmowy przyjęć do szpitali, nawet w momencie realnego zagrożenia zdrowia i życia. Problemem jest także nierównomierny dostęp do świadczeń w skali kraju. Podstawową formą uzyskiwania pomocy u psychiatry wciąż pozostają wizyty w ramach prywatnej opieki zdrowotnej, to jednak wiąże się z bardzo wysokimi kosztami, na które nie każdego stać. Średnia cena jednorazowej konsultacji waha się w granicach od 350 do 650 zł, natomiast wizyta domowa to wydatek rzędu nawet niemal 2 tys. zł. Jeśli dziecko lub nastolatek wymaga leczenia, odbywa się ono pod nadzorem specjalisty, co oznacza, że wizyty muszą odbywać się dość regularnie. Do tego dochodzą dodatkowe koszty wykupienia leków.

Dr Katarzyna Wojciechowska, konsultant wojewódzka w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, kierownik Oddziału Dziennego Psychiatrycznego Rehabilitacyjnego Dla Dzieci i Młodzieży w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym im. Ludwika Rydygiera w Toruniu, zwróciła uwagę, że  do wszystkich trudnych sytuacji dochodzą kolejne problemy w momencie, gdy wobec małoletniego pacjenta trzeba zastosować przymus bezpośredni, a zdarza się, że zachodzi taka konieczność. Lekarka zaznaczyła przy tym, że na oddziałach młodzieżowych największym wyzwaniem nie jest osoba, która ma realne zaburzenia psychiczne.

– Najtrudniejszy jest dla nas pacjent, który jest kierowany przez sąd z powodu demoralizacji, który nie ma realnych zaburzeń psychicznych. Taki pacjent świadomie prezentuje pewne zachowania, które prowadzą go do nas – oceniła ekspertka.

Rodzaje przymusu

Lekarka wskazała, że pacjenci wymagający użycia przymusu bezpośredniego dzielą się generalnie na dwie grupy: osoby z zaburzeniami psychicznymi (np. psychoza, choroba afektywna dwubiegunowa), u których agresja jest wywołana chorobą; oraz młodzież zdemoralizowaną bez ostrej choroby psychicznej (zaburzenia zachowania, uzależnienia, przestępczość), gdzie agresywność jest wynikiem innych czynników. To z kolei rodzi problemy związane z rozróżnieniem klinicznym i prawnym.

Jak podkreśliła specjalistka, ustawa o ochronie zdrowia psychicznego nie przewiduje bowiem wprost sytuacji, gdy przymus jest stosowany wobec osoby bez zaburzeń psychicznych, przebywającej na oddziale z innych wskazań. 

Dr Wojciechowska zauważyła, że jest to generalnie szerszy problem systemowy. Zaznaczyła, że w praktyce często widzi, że do szpitala psychiatrycznego kierowane są osoby, które nie są najbardziej potrzebującymi pomocy, a raczej znają sposoby na to, by wymusić hospitalizację. To sprawia, że dla tych, którzy realnie znajdują się w stanie zagrożenia życia, może zabraknąć miejsca.

– Nie przyjmę osoby zdemoralizowanej przed osobą, której grozi samobójstwo, po prostu tego nie zrobię – podkreśliła dr Wojciechowska.

Często rodzi to również realne zagrożenie dla innych pacjentów, którzy są narażani na silny stres i wtórną demoralizację. Nierzadko jest to powodem przedwczesnego opuszczenia oddziału przez osobę, która nadal powinna się na nim leczyć.

Z czego wynika ten problem?

W Polsce istnieje bardzo niewiele oddziałów i łóżek przeznaczonych i dostosowanych do pacjentów małoletnich. Sądy rodzinne są przeciążone, a na miejsce w specjalistycznym ośrodku długo się czeka. Stąd decyzje sądów o hospitalizacji. Dr Wojciechowska zaznaczyła, że rozwiązaniem byłyby oddziały psychiatrii sądowej dla nieletnich z wykwalifikowanym personelem. Powinny istnieć również placówki resocjalizacyjne dysponujące opieką psychiatryczną czy też izby adaptacyjne dla młodzieży z zaburzeniami zachowania, u których nie występuje kryzys psychiczny. Konieczne byłyby jednak wówczas szybkie procedury sądowe, które pozwalałyby na kierowanie do właściwych miejsc. To mogłoby realnie odciążyć „zwykłe” oddziały psychiatryczne.

Na to, że przedłużające się czy nieuzasadnione hospitalizacje nieletnich prowadzą do tego, że pomocy nie uzyskują potrzebujący pacjenci, zwracała także niedawno uwagę Monika Horna-Cieślak, rzeczniczka praw dziecka.

Wszyscy w jednym

W piśmie adresowanym do resortu sprawiedliwości przypomniała, że ustawa z 9 czerwca 2022 r. o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich stworzyła nowe ramy dla orzekania środków leczniczych oraz środków tymczasowych realizowanych w zakładach leczniczych, w których są udzielane świadczenia zdrowotne z zakresu opieki psychiatrycznej lub leczenia uzależnień w warunkach stacjonarnych. Umożliwia m.in. umieszczanie nieletnich w podmiotach o podstawowym stopniu zabezpieczenia (zgodnie z postanowieniem sądu), tj. w oddziałach psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży (ogólnych) oraz w stacjonarnych zakładach udzielających świadczeń z zakresu leczenia uzależnień na rzecz osób małoletnich. Sprzeciwiała się temu m.in. konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży.

– Na jednym oddziale ogólnopsychiatrycznym są więc leczeni pacjenci z zaburzeniami lękowymi, schizofrenią, pacjenci w kryzysie psychicznym z nieletnimi zdemoralizowanymi, którzy mogą stanowić zagrożenie dla innych pacjentów – wskazywała Horna-Cieślak.

Ministerstwo Zdrowia zwróciło uwagę, że do wprowadzenia zmian niezbędna jest współpraca z resortem sprawiedliwości. Informowano, że toczą się prace nad propozycjami legislacyjnymi w tym zakresie, na razie jednak nie wiadomo, na jakim dokładnie są etapie.

Przeczytaj także: „Psychiatryzacja życia w Polsce”.

Menedzer Zdrowia twitter

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: dzieci młodzież opieka psychiatryczna oddziały zaburzenia psychiczne Katarzyna Wojciechowska Monika Horna-Cieślak Ministerstwo Zdrowia