Nowe wskaźniki NFZ mogą uderzyć w pacjentów POZ
123RF
– Nie można karać POZ na podstawie wskaźników, które dają fałszywy obraz jakości opieki nad pacjentem – alarmują lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego. Jak wskazują, Narodowy Fundusz Zdrowia przygotowuje nowe zasady oceny jakości w podstawowej opiece zdrowotnej, które mają być powiązane z karami finansowymi dla przychodni. Wśród ocenianych parametrów znalazły się m.in. realizacja badań profilaktycznych, liczba wizyt domowych czy teleporad. Problem w tym, że część tych wskaźników nie zależy wyłącznie od pracy przychodni.
– Zdecydowanie sprzeciwiamy się wprowadzeniu mechanizmu, w którym nieosiągnięcie nieracjonalnie skonstruowanych wskaźników jakościowych może prowadzić do zastosowania ujemnego współczynnika i w konsekwencji obniżenia stawki kapitacyjnej POZ. To zniszczy ideę podstawowej opieki zdrowotnej – mówi Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.
Jak podkreśla, problemem nie jest mierzenie jakości. Jakość podstawowej opieki zdrowotnej powinna być oceniana, a placówki, które ją podnoszą – premiowane. Wskaźniki muszą jednak rzeczywiście pokazywać jakość pracy przychodni i dotyczyć obszarów, na które POZ ma wpływ.
– Można i trzeba mierzyć jakość naszej pracy. Trudno jednak zaakceptować sytuację, w której przychodnia ma być finansowo karana za decyzję pacjenta, brak dostępu do świadczenia w danym regionie czy sposób organizacji opieki wynikający z potrzeb konkretnej populacji. To nie jest rzetelna ocena jakości pracy POZ. To przerzucanie na przychodnie odpowiedzialności za rzeczy, na które nie mają wpływu – przekonuje Krajewski.
Pacjentka zrobiła badanie prywatnie. System może go nie zobaczyć
Jednym z najbardziej czytelnych przykładów są badania profilaktyczne. Lekarz rodzinny może zachęcać pacjentkę do udziału w programie profilaktyki raka szyjki macicy, tłumaczyć znaczenie badań i przypominać o profilaktyce. Ostateczna decyzja należy jednak do pacjentki. Może odmówić wykonania badania. Może również wykonać je prywatnie
– Pacjentka wykonała prywatnie badanie w ramach profilaktyki raka szyjki macicy albo odmówiła jego wykonania? Lekarz odbył mniej wizyt domowych, bo jego pacjenci ich nie potrzebowali? Takie sytuacje mogą obniżać wynik jakościowy placówki – dodaje Krajewski przedstawiając stanowisko Porozumienia.
Jeżeli informacja o badaniu nie znajdzie się w danych wykorzystywanych do wyliczenia wskaźnika, z punktu widzenia systemu będzie wyglądało tak, jakby badania nie wykonano. – Takie sytuacje mogą obniżać wynik jakościowy placówki. Konsekwencje finansowe poniesie przychodnia – tłumaczy prezes Krajewski.
Podobna sytuacja dotyczy badań wykonywanych poza POZ, np. kolonoskopii. Ich dostępność jest różna w poszczególnych częściach kraju. Lekarz rodzinny nie ma wpływu na liczbę pracowni w regionie ani na czas oczekiwania pacjenta. Zdaniem Porozumienia Zielonogórskiego, ocena jakości POZ na podstawie takich danych daje fałszywy obraz. De facto pookazuje dostępność świadczeń w danym regionie czy decyzje samych pacjentów – nie jakość pracy lekarza rodzinnego.
Jakości leczenia nie mierzy się liczbą wizyt
Poważne wątpliwości Federacji budzi również wykorzystanie liczby wizyt domowych jako miernika jakości. Zapotrzebowanie na nie zależy przede wszystkim od stanu zdrowia i struktury populacji pacjentów.
Inaczej wygląda praca przychodni obejmującej dużą grupę starszych, niesamodzielnych i przewlekle chorych osób, inaczej POZ na nowym osiedlu zamieszkanym głównie przez młode rodziny. Sama liczba wizyt domowych nie pozwala odpowiedzieć na pytanie, która z tych placówek zapewnia lepszą opiekę.
– O tym, czy pacjent potrzebuje wizyty domowej, powinny decydować wskazania medyczne, a nie statystyka. W praktykach obejmujących duży teren dwie wizyty na przeciwległych krańcach obszaru mogą oznaczać nawet kilka godzin poza gabinetem. W tym czasie lekarz nie przyjmuje pacjentów w przychodni. Mechaniczne premiowanie liczby wizyt domowych może więc paradoksalnie pogorszyć dostępność lekarza dla całej pozostałej grupy pacjentów – podkreśla Tomasz Zieliński, specjalista medycyny rodzinnej, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.
– Jedna wizyta domowa może oznaczać czas potrzebny na przyjęcie kilku pacjentów w gabinecie. Podczas spotkania lekarze wskazywali na praktyki obejmujące teren o średnicy około 50 km, gdzie dwie wizyty w różnych kierunkach mogą wyłączyć lekarza z pracy w przychodni nawet na kilka godzin. Nie przeliczamy tego jednak mechanicznie na konkretną liczbę „nieprzyjętych pacjentów”. Czas konsultacji zależy od ich potrzeb i stanu zdrowia. I właśnie to pokazuje słabość proponowanego podejścia: medycznej jakości nie da się sprowadzić do prostego liczenia wizyt.
Podobne zastrzeżenia dotyczą teleporad. Porozumienie zwraca uwagę, że struktura pacjentów w poszczególnych POZ jest różna. W jednej placówce dominują młodsi pacjenci chętnie korzystający z kontaktu zdalnego, w innej osoby starsze, dla których właściwsza będzie wizyta osobista. Dobra opieka powinna odpowiadać na potrzeby konkretnego pacjenta, a nie na oczekiwany procent wizyt określonego rodzaju.
Jakość już jest w POZ. Warto ją premiować
Lekarze rodzinni wskazują obszary, które znacznie lepiej pokazują rzeczywistą jakość podstawowej opieki zdrowotnej. To m.in. prowadzenie pacjentów z chorobami przewlekłymi w ramach opieki koordynowanej, wykonywanie bilansów zdrowia, realizacja profilaktyki i szczepień – są to działania realizowane bezpośrednio przez zespoły POZ, na których wykonanie przychodnia ma rzeczywisty wpływ. Jednocześnie pozwalają wcześniej wykrywać choroby, lepiej prowadzić pacjentów przewlekle chorych i ograniczać konieczność korzystania z droższych poziomów systemu.
– Jeżeli system chce wzmacniać jakość, powinien premiować placówki, które rozwijają opiekę koordynowaną, diagnostykę i profilaktykę. Tymczasem proponowany mechanizm może prowadzić do obniżania finansowania podstawowej opieki zdrowotnej. Jest to szczególnie niezrozumiałe w momencie, kiedy POZ przejmuje coraz więcej zadań i ma prowadzić coraz większą część pacjentów z chorobami przewlekłymi – mówi Jacek Krajewski.
Mniej pieniędzy na tych samych pacjentów
Federacja zwraca uwagę na jeszcze jeden, fundamentalny problem. Stawka kapitacyjna służy zapewnieniu opieki całej populacji pacjentów, którzy wybrali daną placówkę. Z tych pieniędzy finansowane są m.in. gotowość zespołu, dostępność świadczeń, organizacja opieki i część diagnostyki.
– Jeżeli stawka zostanie obniżona z powodu wskaźników niezależnych od przychodni, POZ będzie miał mniej pieniędzy na opiekę nad tymi samymi pacjentami – podkreśla PZ, dodając, że najdotkliwiej taki mechanizm mogą odczuć placówki działające w trudniejszych warunkach: opiekujące się starszą i bardziej obciążoną chorobami populacją, funkcjonujące na terenach o słabszej dostępności do diagnostyki czy obejmujące rozległy obszar.
„Federacja Porozumienie Zielonogórskie stanowczo domaga się wycofania pomysłu wprowadzenia mechanizmu sankcji finansowych opartych na parametrach, na które POZ nie ma wpływu, oraz ponownego przeanalizowania samych wskaźników. Jeżeli mają mierzyć jakość, muszą mierzyć rzeczywistą pracę POZ” – czytamy w stanowisku.
„Jakość trzeba mierzyć, a dobre rozwiązania premiować. Wadliwie skonstruowany system oceny może jednak przynieść efekt odwrotny do zamierzonego – zamiast poprawić jakość opieki, może ją pogorszyć. A konsekwencje jako pierwszy odczuje pacjent” – wskazuje Porozumienie Zielonogórskie.
Przeczytaj także: „Zarządzanie bałaganem”, „Kolejkowa logika ”

