Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Autor: Krzysztof Bukiel

Zarządzanie bałaganem

PAP/Łukasz Gągulski

– Likwidacja kolejek do świadczeń zdrowotnych finansowanych z pieniędzy publicznych jest sprawą bardzo złożoną. Dlatego nie ma co się spodziewać, że cel zostanie osiągnięty przez ten rząd (a najprawdopodobniej i następny). Łatwiej jest podtrzymywać tezę, że kolejki są jej „immanentną” cechą i nie można z nimi walczyć, można najwyżej nimi zarządzać – komentuje w „Menedżerze Zdrowia” Krzysztof Bukiel. 

  • Kolejki do leczenia nie stanowią odrębnego problemu ochrony zdrowia. Są one zwieńczeniem wielu innych problemów i stanowią widoczny dowód na dysfunkcjonalność systemu
  • Niemal z dnia na dzień można by zlikwidować kolejki do wielu specjalistów, gdyby trafiały do nich jedynie osoby rzeczywiście potrzebujące specjalistycznej pomocy
  • Badania traktowane jeszcze niedawno jako dodatkowe, teraz uznaje się za podstawowe, robione na zasadzie „a nuż coś się znajdzie”
  • Gdyby wyeliminować lub znacząco ograniczyć plagę otyłości, palenia papierosów i nadużywania alkoholu, kolejki do lekarzy wielu specjalności skróciłyby się znacząco
  • Politykom łatwiej będzie podtrzymywać tezę, że kolejki są immanentną cechą publicznej ochrony zdrowia i nie można z nimi walczyć, można najwyżej nimi zarządzać
  • W „Menedżerze Zdrowia” publikujemy tekst Krzysztof Bukiela

Znów głośno się zrobiło o kolejkach w publicznej ochronie zdrowia. Stało się to głównie za sprawą wprowadzenia limitów na niektóre badania diagnostyczne, co natychmiast spowodowało wydłużenie kolejek do tych badań.

Kolejki jako objaw, a nie przyczyna

Kolejki do leczenia nie stanowią odrębnego, jednego z wielu problemów ochrony zdrowia. Są one zwieńczeniem wielu innych problemów i stanowią widoczny dowód na dysfunkcjonalność systemu. Dlatego nie zlikwiduje się ich prostym ruchem, na przykład zwiększając finansowanie, liczbę lekarzy itp. Oczywiście takie pojedyncze ruchy przyniosą pewien krótkotrwały efekt, ale – już za chwilę – wszystko wróci do dawnego stanu. Aby tak się nie stało, trzeba zrobić wiele kroków naraz, a niektóre z nich będą bardzo trudne, bo będą dotyczyć rozwiązań nie tyle organizacyjnych, ile wręcz ideologicznych.

Kolejki oznaczają, że popyt na świadczenia zdrowotne jest wyższy niż ich podaż. Trzeba zatem podjąć działania, które zwiększą podaż i zmniejszą popyt oraz wprowadzą stałą równowagę w tym zakresie. Działania te – siłą rzeczy – muszą naruszyć doraźne partykularne interesy wszystkich uczestników systemu: lekarzy, osób zarządzających zakładami opieki zdrowotnej, pacjentów, polityków, producentów sprzętu medycznego, firm farmaceutycznych itp.

Selekcja pacjentów i rola lekarza POZ

Świadczenie zdrowotne świadczeniu zdrowotnemu nie jest równe. Bez niektórych pacjent umrze lub zostanie inwalidą, bez innych może się obyć, a są nawet takie, które mogą mu tylko zaszkodzić. Jednak pacjenci ustawiają się w kolejkach do jednych i drugich, a nierzadko ci niepotrzebujący pomocy medycznej utrudniają otrzymanie pomocy tym, którzy tego bezwzględnie potrzebują przez to, że angażują „siły i środki” publicznej ochrony zdrowia i pracę personelu medycznego, w tym zwłaszcza lekarzy. Dlatego pierwszym krokiem na drodze do likwidacji kolejek w publicznej ochronie zdrowia powinno być wyeliminowanie lub znaczne ograniczenie nieracjonalnego korzystania ze świadczeń zdrowotnych. Niemal z dnia na dzień można by zlikwidować kolejki do wielu specjalistów przyjmujących w ambulatoryjnej opiece zdrowotnej (kardiologów, endokrynologów, ortopedów, nefrologów, chirurgów naczyniowych, hepatologów, gastrologów), gdyby trafiały do nich jedynie osoby rzeczywiście potrzebujące specjalistycznej, a nie tylko podstawowej pomocy lekarskiej. Aby to osiągnąć, trzeba zmusić (odpowiednimi mechanizmami, również motywacją finansową) lekarzy POZ i pacjentów do zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń w tym zakresie. Mógłby to zrobić racjonalny płatnik za refundowane świadczenia zdrowotne, gdyby miał w tym interes i pewną swobodę w ustalaniu warunków kontraktów dla lekarzy POZ i AOS oraz warunków ubezpieczenia dla (potencjalnych) pacjentów.

Czy jednak uzależniony od polityków i niezagrożony w swojej pozycji NFZ będzie w stanie to zrobić i będzie zainteresowany takimi działaniami?

Kaskada niepotrzebnych badań diagnostycznych

Niemały udział w mnożeniu niepotrzebnych świadczeń ma też wykonywanie badań dodatkowych. Łatwa dostępność do nich oraz lobbing producentów sprzętu, odczynników i właścicieli zakładów diagnostycznych sprzyjają temu, żeby badania traktowane jeszcze niedawno jako „dodatkowe” teraz uznawać za podstawowe, robione na zasadzie „a nuż coś się znajdzie”. Lekarze – niestety – zlecają je nierzadko bez zastanowienia, czy ich wynik wniesie cokolwiek do dalszego postępowania medycznego. Jaka jest tego przyczyna? Wygodnictwo? Asekuracja przed roszczeniami pacjentów? Brak wiedzy? Przyzwyczajenie i bezmyślność? Faktem jest, że nierzadko takie badanie, gdy jego wynik nie jest idealny, zapoczątkowuje kaskadę kolejnych działań medycznych, które – de facto – nic nie wnoszą i do niczego nie są potrzebne, ale znowu angażują „siły i środki” publicznej ochrony zdrowia, wydłużając kolejki również dla tych, którym pomoc medyczna jest niezbędnie konieczna. Do tego nadużywania badań przyczynia się też polityka Ministerstwa Zdrowia, które nie potrafiąc zrobić tego, co jest rzeczywiście potrzebne, aby poprawić zdrowie Polaków, lubuje się w pozornych działaniach sprowadzających się zwykle do akcji przeprowadzania takich czy innych wyrywkowych badań.

Konieczność zmiany stylu życia

Największy sukces w ograniczaniu popytu na świadczenia zdrowotne można by osiągnąć przez zmianę stylu życia Polaków. Dzisiaj ogromna większość chorób, zwłaszcza przewlekłych, to choroby zawinione przez samych chorych. Gdyby wyeliminować lub znacząco ograniczyć plagę otyłości, palenia papierosów, nadużywania alkoholu, kolejki do lekarzy wielu specjalności (kardiologów, diabetologów, ortopedów, neurologów, okulistów, hepatologów, chirurgów naczyniowych, pulmonologów, torakochirurgów itd.) oraz do analogicznych oddziałów szpitalnych skróciłyby się znacząco. Jednak aby to osiągnąć, trzeba by zmienić obowiązujący paradygmat „róbta, co chceta”, czyli schlebiania doraźnym przyjemnościom bez patrzenia na konsekwencje, i powszechnie powrócić do chrześcijańskiej zasady pracy nad sobą. To musiałby być wręcz cywilizacyjny przełom, na który trudno liczyć.

Jak mądrze zwiększyć podaż świadczeń?

Skróceniu kolejek sprzyjałoby też zwiększenie podaży świadczeń zdrowotnych, przy czym w naszym konkretnym przypadku chodzi nie tyle o zwiększenie wszystkich świadczeń, ile świadczeń rzeczywiście potrzebnych, decydujących o życiu i zdrowiu pacjentów (bo – jak wspomniałem – nie wszystkie mają takie cechy). Osiągnięcie tego celu jest „technologicznie” proste: trzeba odpowiednio wycenić świadczenia (aby były opłacalne) i pozwolić na swobodne powstawanie i konkurowanie o pacjenta udzielających ich podmiotów leczniczych. Trzeba też zmienić dotychczasowy sposób uzyskiwania specjalizacji przez lekarzy, aby rodzaj specjalizacji i ich liczba zależały od rynkowych potrzeb, a nie administracyjnych decyzji. Trzeba by zatem zrezygnować z tzw. rezydentury na rzecz specjalizacji realizowanej „na zamówienie i na rzecz” danego szpitala czy innego zakładu leczniczego. Jest to proste do osiągnięcia z „technicznego” punktu widzenia, ale trudne z powodu zależności i powiązań polityczno-towarzysko-finansowych (dalsze uszczegółowianie sprawy wydaje mi się niepotrzebne).

Jak wspomniałem na wstępie, likwidacja kolejek do świadczeń zdrowotnych finansowanych z pieniędzy publicznych jest więc sprawą bardzo złożoną, co wymagałoby wielkiej determinacji, odrobiny znajomości branży, niezależności od doraźnych politycznych interesów. Dlatego nie ma co się spodziewać, że cel zostanie osiągnięty przez ten rząd (a najprawdopodobniej i następny). Politykom łatwiej będzie podtrzymywać (wygodną) tezę, że w publicznej ochronie zdrowia kolejki są jej „immanentną” cechą i nie można z nimi walczyć, można najwyżej nimi zarządzać.

Artykuł Krzysztofa Bukiela, byłego przewodniczącego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, opublikowano w „Menedżerze Zdrowia” 2–2026.

Przeczytaj także: „W kolejce po zdrowie”.

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Tylko w „Menedżerze Zdrowia” Aktualności
Tagi: pacjent pacjenci ochrona zdrowia Krzysztof Bukiel kolejki do lekarzy lekarz lekarze Narodowy Fundusz Zdrowia NFZ Ministerstwo Zdrowia podstawowa opieka zdrowotna POZ ambulatoryjna opieka specjalistyczna AOS badania diagnostyczne limity w ochronie zdrowia finansowanie ochrony zdrowia reformy w ochronie zdrowia styl życia a zdrowie choroby przewlekłe profilaktyka zdrowotna refundacja świadczeń lekarze specjaliści polityka zdrowotna system ochrony zdrowia w Polsce