Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Milena Motyl
Źródło: TVN24

„Lekarze walizkowi” znikną ze szpitali powiatowych?

123RF

Zdaniem samorządu lekarskiego ograniczenie modelu pracy tzw. lekarzy walizkowych może spowodować, że konsekwencje zmniejszenia liczby specjalistycznych świadczeń w mniejszych miejscowościach najmocniej odczują osoby, które mają trudności z dojazdem do dużych miast. – W najgorszym wariancie strumień pacjentów popłynie do największych szpitali, które szybko mogą stać się niewydolne – mówi Iwona Kania z Naczelnej Izby Lekarskiej. 

Od 1 października wybrane procedury z zakresu chirurgii ogólnej będą wykonywane wyłącznie w szpitalach specjalistycznych. Pisaliśmy o tym w tekście „Ciągłość opieki specjalistów. NFZ ukróci migrację do różnych placówek. Zaczyna od chirurgii”. Chodzi o zabiegi z zakresu ortopedii, chirurgii kręgosłupa czy urologii. Jak argumentował prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Filip Nowak, zmiana ma ograniczyć zjawisko tzw. lekarzy walizkowych, czyli specjalistów przyjeżdżających do szpitali powiatowych na pojedyncze dni w miesiącu, aby przeprowadzać tam zabiegi.

Zdaniem dr Iwony Kani z biura prasowego Naczelnej Izby Lekarskiej skutki zmian należy rozpatrywać dwojako. Z jednej strony mogą one uporządkować opiekę nad pacjentami po operacjach, z drugiej – ograniczyć dostępność leczenia w mniejszych miastach.

Lekarze podróżujący pomiędzy placówkami często wykonują zabiegi, które bez ich obecności nie byłyby dostępne lokalnie. Dotyczy to zwłaszcza skomplikowanych operacji i wysoko specjalistycznych świadczeń.

– Trzeba uczciwie zauważyć, że wielu lekarzy poświęcało swój czas i dojeżdżało nie tylko do miejsca zamieszkania, lecz także do innych miast i miasteczek. Trafiali tam, gdzie dostępność specjalistycznych świadczeń była mniejsza – podkreśla w rozmowie z tvn24.pl dr Iwona Kania.

Duże szpitale mogą stać się niewydolne 

Jej zdaniem ograniczenie takiego modelu pracy może sprawić, że pacjenci zostaną skierowani przede wszystkim do dużych ośrodków. – Mam poważne obawy dotyczące dostępności świadczeń. W najgorszym wariancie strumień pacjentów popłynie do największych szpitali, które szybko mogą stać się niewydolne, zarówno lokalowo, jak i kadrowo – ocenia rzeczniczka NIL, zaznaczając, że szpitale nie będą w stanie w ciągu miesiąca czy dwóch zwiększyć swojej przepustowości na tyle, aby przyjmować większą liczbę chorych w odpowiednim czasie.

Argumentem przemawiającym za ograniczeniem pracy „lekarzy walizkowych”– jak tłumaczył prezes NFZ – jest możliwość zapewnienia pacjentowi lepszej opieki po zabiegu. W optymalnym modelu lekarz wykonujący operację pozostaje w danej placówce i może monitorować dalszy przebieg leczenia.

– Lekarz może doglądać swojego pacjenta, nawet jeżeli ten zostanie przekazany na inny oddział. Może sprawdzać, co się z nim dzieje i jakie są kolejne kroki. Także rodzina chorego ma możliwość zwrócenia się bezpośrednio do operatora – wyjaśnia Iwona Kania.

Sytuacja jest trudniejsza, gdy specjalista po wykonaniu operacji wyjeżdża do innego miasta, a do danej placówki wraca dopiero po tygodniu lub dwóch. W takich przypadkach pacjent może mieć utrudniony z nim kontakt. Przedstawicielka NIL zwraca jednak uwagę, że sama nieobecność operatora nie musi oznaczać braku właściwej opieki. 

– Jeżeli świadczenia były realizowane prawidłowo, a zespół pozostający na miejscu dobrze współpracował z operatorem, nic złego się nie działo. W takich przypadkach możemy wylać dziecko z kąpielą – ostrzega Kania. Zauważa, że konsekwencje ograniczenia liczby specjalistycznych świadczeń w mniejszych miejscowościach najmocniej mogą odczuć osoby, które mają trudności z dojazdem do dużych miast.

„Zmiany zmuszą pacjentów, aby sami kupili walizki”

Jak czytamy na portalu, dobitniej na ten temat wypowiadają się przedstawiciele Porozumienia Rezydentów.

– Walcząc z „lekarzami na walizkach”, NFZ zmusi pacjentów ze wsi i małych miejscowości, aby sami kupili walizki, jeśli chcą się leczyć – ignorując zupełnie fakt, że dla wielu będzie to trudne, a wręcz niemożliwe – komentują we wpisie w mediach społecznościowych.

Rezydenci zwracają uwagę, że w województwach śląskim, mazowieckim czy łódzkim duży szpital może znajdować się średnio w promieniu kilku kilometrów, jednak w części powiatów województw warmińsko-mazurskiego i zachodniopomorskiego odległość ta wynosi 30–50 km, a w podlaskim, lubelskim i podkarpackim nierzadko 40–60 km.

Pytają też w poście, czy planowane rozwiązanie rzeczywiście służy dobru pacjentów, czy przede wszystkim ma przynieść NFZ oszczędności.

Długofalowo taki model się nie opłaca

Zdaniem dr. n. med. Marcina Błońskiego, specjalisty ortopedii i traumatologii, założenia NFZ brzmią rozsądnie, ale ich rzeczywiste skutki będzie można ocenić dopiero po wejściu w życie.

Specjalista mówiąc o własnym doświadczeniu pracy w modelu „walizkowym”, wskazał, że kiedy zdał specjalizację i był już samodzielnym chirurgiem, przez rok jeździł do szpitala powiatowego, by wykonywać zabiegi artroskopowe. 

– Zadowolona była dyrekcja szpitala, pacjenci mieli łatwy dostęp do doświadczonego specjalisty, a ja mogłem wykonywać więcej operacji. Uważam jednak, że długofalowo taki model nie miałby sensu – powiedział ortopeda.

Jak podkreślił dr Błoński, na dojazdy do szpitala powiatowego zdecydował się jako młody specjalista. – Chciałem mieć większy kontakt z medycyną i chirurgią. Finansowo na pewno mi się to nie opłacało – stwierdził specjalista.

Przeczytaj także: „Nie zajmujmy się wynagrodzeniami, zajmijmy się poprawą organizacji”„Lekarstwo na pazerność ”

Menedzer Zdrowia linkedin

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: chirurgia lekarze szpitale powiatowe ortopedia zabiegi szpitale wysokospecjalistyczne Narodowy Fundusz Zdrowia Filip Nowak Naczelna Izba Lekarska Iwona Kania Porozumienie Rezydentów Marcin Błoński