Zasada pomocniczości
– Nie negując potrzeby dalszego podwyższania publicznych nakładów finansowych na zdrowie, dostrzegam ogromny potencjał naprawy w obszarach, które nie są tak kosztochłonne, a bywają (to oczywiście eufemizm, bo niestety jest to regułą) niewykorzystane. W organizacji państwa zapisano zasadę pomocniczości. I właśnie tego, moim zdaniem, brakuje w systemie ochrony zdrowia – komentuje w „Menedżerze Zdrowia” Konstanty Radziwiłł.
- W „Menedżerze Zdrowia” publikujemy komentarz byłego ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła
W związku z powszechnie dostrzeganą złą sytuacją w systemie ochrony zdrowia zapanowała moda na szukanie rady w sprawie sposobu wyjścia z kryzysu u uznanych autorytetów. Wybitni skądinąd eksperci w wąskich dziedzinach nauk medycznych widzą szanse naprawy poprzez pryzmat zmian koniecznych w tych dziedzinach. Tak się zwykle składa, że są to uczeni w dziedzinach medycyny szpitalnej i to zwykle zajmujący się wyjątkowo drogą diagnostyką lub terapią wysokospecjalistyczną. Muszę przyznać, że często z obawą czytam ich opinie, gdy problemy systemu dostrzegają głównie w wąsko- i wysokospecjalistycznych klinikach. Aby je rozwiązać, potrzeba jeszcze więcej pieniędzy.
Tymczasem, nie negując potrzeby dalszego podwyższania publicznych nakładów na zdrowie, dostrzegam ogromny potencjał naprawy w obszarach, które nie są tak kosztochłonne, a bywają (to oczywiście eufemizm, bo niestety jest to regułą) niewykorzystane. W organizacji państwa (ale także Unii Europejskiej) zapisano zasadę pomocniczości. I właśnie tego, moim zdaniem, brakuje w systemie ochrony zdrowia. I właśnie ta ułomność, moim zdaniem, jest główną przyczyną dysfunkcyjności systemu.
Gdy spojrzeć na wypowiedzi decydentów i tematykę debat o systemie ochrony zdrowia, to z łatwością można dostrzec, że dotyczą one w ogromnej części wysokospecjalistycznych szpitali, ekstremalnie drogich leków i procedur medycznych (oraz sprzętu do ich wykonywania), a także kształcenia kadr w wąskich dziedzinach medycyny. Czasem słyszy się rytualne zapewnienie o konieczności właściwego ustawienia tzw. piramidy świadczeń, ale tak naprawdę niewiele z tego wynika.
Tymczasem od dziesięcioleci Światowa Organizacja Zdrowia wzywa do uznania dobrze zorganizowanej podstawowej opieki zdrowotnej za fundament opieki zdrowotnej w przeważającej większości sytuacji zdrowotnych pacjentów. To tu, a nie w wąskospecjalistycznych ambulatoriach czy szpitalach jest właściwe miejsce dla milionów chorych z nadciśnieniem tętniczym, chorobą niedokrwienną serca, przewlekłą niewydolnością serca, miażdżycą, cukrzycą, przewlekłą obturacyjną chorobą płuc, astmą, otyłością, niedoczynnością tarczycy, chorobą zwyrodnieniową stawów i depresją. Ogromna większość z nich wymaga najwyżej sporadycznej konsultacji lekarza w odpowiedniej specjalności, a prowadzącym terapię powinien być lekarz rodzinny „obudowany” wsparciem pielęgniarki, fizjoterapeuty oraz łatwym dostępem do diagnostyki.
Podobnie wszystkie procedury diagnostyczne i terapeutyczne, które nie wymagają pobytu w szpitalu, powinny być wykonywane w warunkach ambulatoryjnych. Z kolei większość pacjentów wymagających hospitalizacji z typowymi niepowikłanymi chorobami powinna być leczona w szpitalach lokalnych. Do placówek wysokospecjalistycznych winni trafiać tylko „najtrudniejsi” chorzy.
Zasada pomocniczości (dalej przekazujesz tylko to, czego nie potrafisz zrobić sam) powinna być konsekwentnie wspierana przez Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia. Wspierać ją powinny publikowane przez ministra wytyczne diagnostyczno-terapeutyczne, standardy organizacyjne opieki, bodźce finansowe, a także szeroko zakrojona medialna akcja informacyjna skierowana do społeczeństwa. W wielu państwach (na przykład w Wielkiej Brytanii i krajach skandynawskich) to się udało. Moim zdaniem nie ma innego rozwiązania.
Komentarz byłego ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła pochodzi z „Menedżera Zdrowia” 2/2026.
