Polscy medycy ryzykują życie, by ewakuować rannych z frontu na Ukrainie
– Niesiemy pomoc tam, gdzie najtrudniej ją dostarczyć: na terenach objętych ostrzałem, w strefach ewakuacji ludności cywilnej oraz podczas ewakuacji rannych żołnierzy i wolontariuszy - mówi Damian Duda, medyk pola walki z Fundacji „W międzyczasie”.
Fundacja „W międzyczasie” – polska organizacja pozarządowa założona przez Damiana Dudę bezpłatnie od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie świadczy pomoc medyczną rannym żołnierzom oraz zajmuje się ewakuacją medyczną rannych żołnierzy i cywilów bezpośrednio z linii frontu w Ukrainie.
– Zespół liczy około 40 medyków bojowych, którzy rotacyjnie wykonują swoje obowiązki w strefie walk na Ukrainie. Medycy, tak jak żołnierze, są narażeni na ostrzał, na miny, na drony – powiedział Damian Duda w rozmowie z PAP.
Polscy medycy na pierwszej linni frontu
Przy linii frontu są obecne dwa zespoły ratownicze, liczące po 3-4 ratowników, którzy udzielają pomocy medycznej rannym żołnierzom, a kiedy to konieczne transportują ich do szpitali.
Duda podkreślił, że medyk pola walki musi mieć wiedzę z zakresu medycyny ratunkowej, jak i znać uwarunkowania, w jakich funkcjonuje żołnierz na froncie. – Osoby, które chcą pomagać na froncie przechodzą w kraju proces rekrutacji. Muszą przejść cykl szkoleń taktycznych, psychologicznych, medycznych, pracy w zespole. Dopiero kiedy uzyskają pozytywne rekomendacje, mogą być zakwalifikowani do wyjazdów – zaznaczył Duda.
Zespół medyków bojowych w ramach wolontariatu codziennie ryzykuje życie, dostarczając również pomoc medyczną na terenach objętych ostrzałem i prowadząc ewakuację rannych.
Rodzaje obrażeń, z którymi rannni żołnierze trafiają do zespołów medycznych
Duda w rozmowie z portalem organizacji pozarządowych opowiedział, z jakimi obrażeniami najczęściej się spotykają oraz jak wyglądają ewakuacje.
– Obrażenia zależą w dużej mierze od tego, jak żołnierz był chroniony, jaki rodzaj balistyki miał na sobie. Najczęściej całe ciało usiane jest odłamkami, towarzyszą temu poparzenia. Bardzo często wiążą się z tym także amputacje – to zależy od rodzaju odłamków, ale często one defragmentują kończynę. Nie są rzadkością ranni np. z potrójną amputacją. W jednostce, z którą teraz współpracujemy, był ranny z amputacją poczwórną - tłumaczył Damian Duda opisując obrażenia wywowałne aktywnością dronów.
– Nasz punkt stabilizacyjny – podziemny szpital, usytuowany jest w środku okręgu, z którego z różnych jednostek przywożeni są do nas ludzie. Bliżej współpracujemy z jedną, która ma pozycje na brzegu tego koła i jeżeli jest potrzeba, wyjeżdżamy tam po rannych. W szpitalu walczymy o ich życie, stabilizujemy ich, żeby można było ich bezpiecznie wywieźć ze strefy walk do szpitali znajdujących się poza strefą. Sama ewakuacja wygląda najczęściej tak, że jedzie się samochodem opancerzonym lub zwykłym na linię walk. Pakuje się rannych do pojazdu, w którym trzęsie jak w betoniarce. Medycy mogą próbować coś już na tym etapie zrobić, ale możliwości są mocno ograniczone – powiedział Damian Duda.
– Podczas, kiedy armie zachodnie stawiają na namioty lub kontenery będące punktami opatrunkowymi na powierzchni, my możemy przeprowadzać interwencje chirurgiczne zmniejszając śmiertelność poszkodowanych przy jednoczesnym podniesieniu bezpieczeństwa personelu - podkreślił Damian Duda.
Pojazdy niszczą się na froncie
Duda zaznaczył, że pojazdy używane do ewakuacji medycznej eksploatują się w ekstremalnych warunkach. Są niszczone przez przeciwnika, tracą mobilność na skutek ciągłej eksploatacji w trudnym terenie. Koszt ich pozyskania, przygotowania i przystosowania do zadań medycznych jest ogromny.
– Wszystko po to, by zużyć pojazd a nie człowieka w środku. W przypadku ataków dronów decydującym czynnikiem, który ratuje życie, jest prędkość – wskazał.
Jak powiedział Damian Duda w rozmowie z Polskim Radiem, misja nie kończy się jednak na ukraińskim froncie.
– Konflikt dał nam motywację do poszerzenia naszych działań. Chcemy organizować i koordynować pomoc humanitarną dla krajów dotkniętych konfliktami. Podejmujemy się budowania struktur pomocowych i ochronnych, a także prowadzenia specjalistycznych szkoleń dla organizacji i osób, które chcą pomagać w krajach objętych konfliktami lub klęskami żywiołowymi – tłumaczył szef Fundacji.
Przeczytaj także: „Początek długiej drogi w medycynie kryzysowej”, „Ustawa o reaktywacji WAM trafi do Sejmu”
