KPO – czas to pieniądz
– Patrząc z perspektywy, myślę, że brak czasu paradoksalnie zadziałał na korzyść. Zwykle, przy nieograniczonym czasie, inwestycje się ciągną. W tym przypadku wszyscy wiedzieli, że czasu jest mało i jest ograniczony, dlatego efektów pacjenci doświadczają bardzo szybko. Praktycznie od razu widać, jak bardzo pieniądze z KPO zmieniły szpitale – podkreśla w „Menedżerze Zdrowia” wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk.
- Wywiad „Menedżera Zdrowia” z podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Katarzyną Kacperczyk, odpowiedzialną w resorcie zdrowia między innymi za Departament Bezpieczeństwa, Departament Oceny Inwestycji, Departament Polityki Lekowej i Farmacji, Departament Współpracy Międzynarodowej
Prawie 18 mld zł z KPO ma odmienić polską ochronę zdrowia. Od początku wiązano z tymi środkami nadzieje na rozwój badań, dostęp do innowacyjnych terapii i modernizację opieki nad pacjentem. Ich realizacja musi się zakończyć do 30 czerwca tego roku. Jest 1 kwietnia [kiedy „Menedżer Zdrowia” przeprowadza wywiad – przyp. red.], pozostały trzy miesiące na zamknięcie inwestycji. Czy wygramy wyścig z czasem?
W ramach pieniędzy z KPO realizujemy łącznie 1200 projektów inwestycyjnych i badawczych w różnych obszarach. Są to zarówno inwestycje infrastrukturalne, jak i budowa, modernizacja głównie szpitali, ale też AOS-ów będących w strukturze szpitali, a także inwestycje w wyposażenie. Mowa tu o wymianie łóżek, sprzętu medycznego jak rezonanse, tomografy, USG, holtery EKG.
W ramach infrastruktury dydaktyczno-badawczej pieniądze z KPO otrzymały uczelnie. Były to prawie 3 mld zł. Mieliśmy też cały system zachęt i stypendiów dla studentów kierunków medycznych.
Kolejny obszar to cyfryzacja i ponad 4 mld zł. Z tej puli ponad 3 mld zł zostały przeznaczone dla szpitali. Jeśli mowa o cyfryzacji, to część inwestycji dotyczyła tworzenia centralnych rozwiązań dotyczących chociażby projektowania narzędzi diagnostycznych opartych na sztucznej inteligencji.
Ostatni element to dofinansowanie projektów badawczych realizowanych we współpracy z ABM oraz rozwój centrum wsparcia badań klinicznych. Wiele projektów, olbrzymie realizacje, ale mamy ambicje zakończyć je w zakładanym czasie.
Czyli dopiąć 100 proc. projektów?
Tak myślę. Na tyle, na ile możemy dziś ocenić sytuację, nie przewiduję jakichś dużych problemów z zakończeniem inwestycji. Oczywiście termin rozliczenia podmiotów z Ministerstwem Zdrowia jest wyznaczony na 30 czerwca, ale już teraz wiadomo, że podmioty będą miały jeszcze dwa miesiące, żeby rozliczyć z nami dokumentację. Resort zdrowia musi bowiem do 31 sierpnia zgromadzić całą dokumentację dowodową potwierdzającą osiągnięcie mierników KPO i do 11 września resorty muszą sprawozdać wszystkie reformy i inwestycje. W tym czasie wszystkie dokumenty muszą zostać przesłane do Komisji Europejskiej, która ma czas do listopada na ocenę i kontrolę dokumentów. Po analizie, do końca roku, musi nastąpić płatność i zamknięcie całego KPO.
Oczywiście chcieliśmy przedłużyć rozliczanie KPO, ale to nie było możliwe ze względu na szersze uwarunkowania. Jednak udało nam się w grudniu ubiegłego roku wynegocjować z Komisją Europejską trochę łatwiejszy sposób rozliczenia, czyli rozliczenie do końca czerwca, ale niezbędne dokumenty od podmiotów – do 10 lipca. Co ważne, będziemy rozliczać zakres rzeczowy wykonania inwestycji. Oznacza to, że do wprowadzenia do systemu będziemy potrzebować protokołu odbioru końcowego robót. Podmioty zainteresowane zostały już o tym poinformowane. Wszelkie rozliczenia płatności będą one mogły realizować jeszcze do końca października.
Zakładamy, że każdy będzie chciał w miarę szybko rozliczyć inwestycje, ponieważ z tym się wiąże wypłata końcowych pieniędzy z KPO.
Zmiany dotyczące rozliczeń wynegocjowaliśmy w ramach czwartej rewizji KPO, jak już wspomniałam, w grudniu ubiegłego roku. Komisja Europejska wydała wówczas zgodę na uproszczenie sposobu rozliczenia. Aż do tamtej decyzji było tak, że jeśli szpital kupił np. rezonans, to on musiał być do końca czerwca postawiony, uruchomiony, a pierwszy pacjent powinien móc skorzystać z niego 1 lipca. Dzięki zmianom ten termin nieco przesuwamy, co w kontekście realizacji inwestycji daje szpitalom przestrzeń na dokonanie np. dodatkowych odbiorów. Dla przykładu, Narodowy Instytut Onkologii w Gliwicach realizuje dużą inwestycję, w ramach której stawiany jest akcelerator. Odbioru będzie zapewne musiała dokonać Państwowa Agencja Atomistyki i na to szpital ma czas do końca października.
Dlatego jesteśmy optymistami. W ostatnim czasie Ministerstwo Zdrowia jest zapraszane przez podmioty na odbiory różnego typu inwestycji. I powiem szczerze, jeszcze dwa lata temu – chociaż nie mówiłam o tym głośno – miałam trochę obaw dotyczących tego, czy zdążymy. Czasu było naprawdę mało. Dziś już tych obaw nie mam. Jestem dumna z tych podmiotów, które realizowały projekty, ale też z wykonawców, bo myślę, że wszyscy stanęli na wysokości zadania. Realizowane były naprawdę ambitne projekty. Można było pomyśleć, że one zostanę wykonane byle jak, ale kiedy odwiedzam te realizacje, to jestem niektórymi z nich zachwycona. To są inwestycje przemyślane i architektonicznie, i funkcjonalnie. Dla przykładu, ostatnio miałam przyjemność podziwiać budynek dydaktyczny zrealizowany za kwotę 190 mln zł z KPO przez Uniwersytet Medyczny w Białymstoku i okazało się, że jest to perełka architektoniczna. Podobnie Szpital Powiatowy w Hajnówce, który buduje Zakład Opiekuńczo-Leczniczy. Wydawałoby się, że na taki zakład wystarczy prosta bryła, a tam powstała budowla wpisująca się w krajobraz Puszczy Białowieskiej. Jestem pod wrażeniem.
Wrócę na moment do Gliwic. Powstający tam Zakład Medycyny Nuklearnej jest inwestycją wyjątkową na skalę europejską.
W programie KPO nieszablonowe było to, że po raz pierwszy pieniądze w tak dużej skali trafiły na inwestycje do szpitali powiatowych czy wojewódzkich. Lecznice te stały się beneficjentami ponad 60 proc. środków z KPO, z których zakupiono między innymi dużo sprzętu podstawowego – czyli USG, EKG, holtery EKG – będącego z perspektywy pacjenta absolutnie kluczowym.
Ministerstwo Zdrowia nigdy nie miało tytułu prawnego, żeby w tak dużym stopniu przekazywać środki do szpitali, dla których nie było organem stanowiącym, czyli powiatowych, wojewódzkich, marszałkowskich. W KPO te pieniądze rzeczywiście w bezprecedensowej skali trafiły do Polski B, czyli do ludzi. To jest to, co zawsze staram się podkreślać: jeśli zachorujemy w Warszawie, to mamy zapewniony dostęp do dużych, dobrze wyposażonych placówek. Polska nie jest zresztą pod tym względem wyjątkowa. Dlatego bardzo się cieszę, że mogliśmy stworzyć trochę lepszą jakość usług medycznych w mniejszych miastach, bo przecież nikt, kto mieszka w mniejszej miejscowości nie jest gorszy od Warszawiaka.
Patrząc z perspektywy, myślę, że brak czasu – paradoksalnie, z perspektywy pacjentów i realizatorów – zadziałał trochę na korzyść. Zdajemy sobie sprawę, że kiedy realizowane są duże inwestycje infrastrukturalne, to one są najczęściej przeciągane. Jak podmiot ma czas, to dłużej przygotowuje SIWZ [specyfikacja istotnych warunków zamówienia – przyp. red.]. Wykonawca też daje sobie więcej czasu na realizację. To pokazuje, że przy nieograniczonym czasie inwestycje się ciągną. Tutaj wszyscy wiedzieli, że czasu jest mało i jest ograniczony, dlatego efektów pacjenci doświadczają bardzo szybko. Praktycznie od razu widać, jak bardzo te pieniądze z KPO zmieniły szpitale.
Ile szpitali skorzystało z KPO?
Mamy ponad 1200 projektów. Trudno powiedzieć, ile jednostkowo jest to szpitali, ponieważ część z nich realizuje więcej niż jeden projekt. W tych projektach mamy 94 umowy z opieki długoterminowej, 99 umów z onkologii, 367 umów z cyfryzacji, 385 umów z kardiologii. Myślę, że w każdej lecznicy, która aplikowała, jest jakiś projekt realizowany z KPO. Ale ile to jest szpitali, trudno powiedzieć – sądzę, że raczej mało jest takich, które w ogóle nie aplikowały o środki z KPO.
Czy gra o pieniądze z KPO rzeczywiście była po zmianie władzy tak prosta, jak słyszeliśmy w mediach?
Absolutnie nie. Nie było tak, że przyszliśmy, a pieniądze już na nas czekały. O te środki trzeba było zawalczyć, wręcz wyszarpać. To wymagało złożonej współpracy Ministerstwa Zdrowia, Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwa Finansów i Komisji Europejskiej. Jak usłyszałam w telewizji, że premier [Donald Tusk – przyp. red.] mówi, iż pieniądze są odblokowane, to zadrżałam. Tych pieniędzy w zdrowiu nie było. Konieczne były negocjacje z Komisją Europejską, a te w rewizji były wyjątkowo trudne, ponieważ warunkiem uruchomienia pieniędzy w każdym obszarze było zrealizowanie kamieni milowych, które zakładały reformy. A tutaj naprawdę nic nie było zrobione. Miałam Ustawę o Krajowej Sieci Onkologicznej, w której nie było wszystkiego, co było opisane w kamieniu milowym. Trzeba było renegocjować te warunki, żeby można było pewne zapisy wprowadzić w rozporządzeniach.
Do tego nasi poprzednicy z jakiegoś powodu uczynili ustawę o szpitalach kluczową dla pieniędzy z KPO. Wypłata tych niemal 18 mld zł była zależna od przyjęcia ustawy, która dla nikogo nie była akceptowalna. Dlatego trzeba było z Komisją Europejską te warunki przenegocjować i oderwać ustawę od pieniędzy. Stąd podział środków, czyli przyjmiemy onkologię, uruchamiamy pieniądze na ten cel, zrobimy kardiologię, znów mamy dostęp do środków z KPO z tego obszaru itd. To był ogromny stres. Jeżeli jednak popatrzymy, że w lutym 2024 roku mieliśmy zero środków i w tle perspektywy trudnych rozmów, a teraz mamy takie inwestycje, to widzę, że naprawdę było warto. Kiedy ktoś pytał mnie, czy zdążymy, czy pieniądze zostaną dobrze wykorzystane, to mówiłam: jeżeli mamy alternatywę zero złotych, to nawet gdy jeden szpital skorzysta, to jest więcej niż zero.
Przeczytaj także: „Jakie problemy rozwiązuje KPO?”, „Wiceminister Kacperczyk o nowych terapiach”, „Cyberbezpieczeństwo (nie) wszystkich szpitali?”, „Co zrobić, aby mieć cyberbezpieczny szpital w epoce NIS2”, „Szpital powiatowy na wirażu” i „Szpital to nie firma”.
Menedżer Zdrowia
