W strachu – i dyrektorzy, i pacjentki
Teoretycznie, zgodnie z przepisami, od lutego – tam, gdzie nie ma porodówek – w tak zwanych pokojach narodzin mogą dyżurować położne (odbiorą porody lub zdecydują o przewiezieniu ciężarnych, także z pomocą Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, do specjalistycznego oddziału). W praktyce żaden dyrektor szpitala na to się nie zdecydował.
W 2024 i 2025 r. w Polsce zlikwidowano 37 porodówek – informowaliśmy o tym w tekście „Zamknięte porodówki”. Kierownictwo Ministerstwa Zdrowia, próbując zareagować na tę sytuację, zaproponowało nowe rozwiązanie.
Teoretycznie, zgodnie z przepisami, od lutego – tam, gdzie nie ma porodówek – w tak zwanych pokojach narodzin mogą dyżurować położne (odbiorą porody lub zdecydują o przewiezieniu ciężarnych, także z pomocą Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, do specjalistycznego oddziału). Pisaliśmy o tym między innymi w tekstach „Pokoje narodzin – reforma porodówek”, „Na SOR-ach czy w pokojach narodzin – oto jest pytanie” i „Karetka typu K (jak kobieta rodząca)”.
Dlaczego teoretycznie?
Bo żaden zarządzający jeszcze tego się nie podjął.
– Nie ma jeszcze w systemie świadczeniodawcy, który zdecydowałby się na takie rozwiązanie – mówiła 12 lutego w Sejmie wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka, podkreślając, że resort i Narodowy Fundusz Zdrowia nie mogą nałożyć obowiązku świadczenia takich usług.
5 marca TVN24 potwierdził tę informację.
W strachu
– Dyrektorzy nie są zainteresowani tworzeniem pokojów narodzin – stwierdził w rozmowie z TVN24 Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.
Dlaczego?
– Po pierwsze, kobiety się tego obawiają. Po drugie, zarządzający nie wezmą za to odpowiedzialności, bo zdarzenie medyczne będzie obciążało dyrektora jednostki, że nie zabezpieczył procesu leczenia w razie wypadku czy jakichś powikłań – ocenił.
W izbie porodowej kobietom może towarzyszy wyłącznie położna.
– Taki model może być ryzykowny. Im bardziej przyglądałyśmy się temu nowemu rozwiązaniu, tym bardziej okazywało się ono po prostu niebezpieczne – skomentowała Joanna Pietrusiewicz, prezes Fundacji „Rodzić po ludzku”.
Podkreśliła, że szefostwo resortu nie panuje nad sytuacją, a chaos związany z miejscami do rodzenia jest i tak już poważny ze względu na kryzys demograficzny.
Ekspertka zwróciła uwagę, że nawet w pozornie fizjologicznym porodzie sytuacja może się w każdej chwili skomplikować.
Co wtedy, gdy zabraknie możliwości wykonania cięcia cesarskiego?
Izby porodowe mają być przeznaczone wyłącznie dla kobiet, u których poród przebiega szybko i bez komplikacji.
– Nie zakładamy tego. Chodzi o sytuację, w której poród postępuje tak gwałtownie, że odbędzie się lada moment, więc w takich przypadkach kończy się on drogami natury – mówił w TVN24 Tomasz Maciejewski, wiceminister zdrowia.
Przeczytaj także: „Poród przed szpitalem”, „Jak rodzić w Bieszczadach?”, „Niekonstytucyjne porody na SOR?”, „Zamknięte porodówki – gdzie i dlaczego?”, „Ile porodówek się skonsolidowało?”, „Gdzie znieczulają – lista najlepszych porodówek”, „Ciężarna ciąży”, „Nie ma noworodków” i „Porodówkowy pilotaż – pytania”.
