Dały nam przykład Stany Zjednoczone, jak wyliczać pensje lekarzy mamy. Dlaczego z tego nie korzystamy?
W USA system działa tak, że lekarz nie otrzymuje stałej pensji za sam czas spędzony w pracy, ale jest rozliczany za konkretne zadania: ich stopień skomplikowania oraz miejsce udzielania pomocy. Za wypisanie prostej recepty czy rutynową kontrolę otrzyma niewiele pieniędzy, natomiast za skomplikowaną operację kardiochirurgiczną – mnóstwo. Jeśli lekarz jest wyjątkowo pracowity, może stać się naprawdę bogaty – a przy tamtejszych stawkach nawet bogatszy od Dawida Kacprzyka.
- Jak działa amerykański system RVU (Relative Value Units – jednostki względnej wartości) w rozliczeniach pracy lekarzy?
- Ile zarabiają w USA lekarze? Która specjalizacja jest najkorzystniejsza finansowo i jak ich zarobki przekładają się na złotówki?
- Czy RVU mógłby działać w Polsce?
- I dlaczego system zza oceny tak bardzo chwali prof. Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali, międzynarodowy ekspert w dziedzinie zarządzania ochroną zdrowia?
Amerykański system wyceniania pracy lekarzy opiera się na RVU (Relative Value Units). To nic innego jak oficjalny, ogólnokrajowy „cennik punktowy” dla procedur medycznych, który pozwala wycenić wysiłek, czas, koszty utrzymania gabinetu i ryzyko wpisane w pracę lekarza. Wygenerowane punkty RVU są następnie mnożone przez ustalony odgórnie przelicznik dolarowy, tworząc ostateczną wypłatę.
W praktyce każda czynność ma swoją sztywną wycenę. Zwykła, kilkunastominutowa konsultacja w gabinecie może przynieść lekarzowi zaledwie 1,5 punktu RVU. Jednak wielogodzinna, skomplikowana operacja wszczepienia bypassów serca to już zysk rzędu 30 lub 40 punktów.
Co ciekawe, na tę ostateczną punktację składają się trzy konkretne elementy: czysty wysiłek umysłowy i fizyczny medyka, koszty zużytego sprzętu oraz opłacenie ubezpieczenia od błędów medycznych. To ostatnie jest najwyższe u chirurgów, ponieważ ryzyko wpadki w ich profesji wiąże się z gigantycznymi odszkodowaniami.
Za tą prostą ideą kryje się jednak bezwzględna, matematyczna machina.
Amerykańska rządowa agencja CMS (Centers for Medicare & Medicaid Services – zarządzająca systemem Medicare) nie ocenia pracy „na oko”.
Do wyliczenia ostatecznej stawki służy oficjalny wzór, który każdą procedurę medyczną rozbija na trzy niezależne składowe punkty RVU, a następnie koryguje je o lokalizację geograficzną: [(wRVU x wGPCI) + (peRVU x peGPCI) + (mRVU x mGPCI) ] x CF.
Co oznaczają te symbole?
Na ogólnokrajową, amerykańską wycenę procedury składają się trzy stałe wartości:
- wRVU (w – work RVU) – czysta praca lekarza: odzwierciedla czas, wysiłek umysłowy, umiejętności oraz poziom stresu towarzyszący danej czynności.
- peRVU (p – practice expense RVU) – koszty operacyjne: punkty za utrzymanie gabinetu, pensje sekretarek i pielęgniarek, prąd oraz zużyty sprzęt (od strzykawek po rezonans).
- mRVU (m – malpractice RVU) – koszt ubezpieczenia od błędów medycznych (neurochirurg dostanie tu potężną liczbę punktów, a lekarz rodzinny minimalną, bo ryzyko kosztownego procesu w ich specjalizacjach jest skrajnie różne).
System bierze te trzy wartości z oficjalnej tabeli, ale zanim zamieni je na dolary, musi uwzględnić, gdzie lekarz fizycznie przyjmuje pacjentów. Służą do tego wskaźniki GPCI (Geographic Practice Cost Indices) – to lokalne modyfikatory. Koszty życia i prowadzenia biznesu na Manhattanie w Nowym Jorku są przecież bezporównywalnie wyższe niż na prowincji w stanie Ohio. Dlatego każda składowa RVU jest mnożona przez swój lokalny współczynnik GPCI (w drogich miastach wynosi on na przykład 1,2, a na wsiach spada poniżej 1,0).
Na samym końcu cała zsumowana i skorygowana pula punktów mnożona jest przez stałą o nazwie CF (Conversion Factor). To ogłaszany co roku odgórny przelicznik, który określa, ile dokładnie dolarów jest wart jeden punkt (zazwyczaj oscyluje w granicach 32–35 dolarów).
Przykład w praktyce – Manhattan kontra wieś w Ohio
Jako przykład weźmy procedurę, której bazowa wycena w USA jest identyczna i wynosi: 1,50 pkt za pracę lekarza (wRVU), 1,10 pkt za koszty gabinetu (peRVU) oraz 0,10 pkt za ryzyko (mRVU). Przyjmijmy tegoroczny przelicznik dolarowy na poziomie 34,60 dol.
Lekarz na Manhattanie w Nowym Jorku – przez wysokie koszty lokalne jego modyfikatory geograficzne są wysokie (na przykład praca: 1,05, gabinet: 1,25, ubezpieczenie: 1,40). Po podstawieniu do wzoru system wylicza 3,09 pkt RVU, co po przemnożeniu przez przelicznik daje 106,91 dol.
Lekarz na prowincji w Ohio – tam koszty są niskie, więc modyfikatory spadają (na przykład praca: 1,00, gabinet: 0,85, ubezpieczenie: 0,70). Wzór dla tej samej procedury generuje już tylko 2,50 pkt RVU. Efekt? Lekarz (i szpital ) otrzyma za dokładnie tę samą czynność 86,67 dol.
Dzięki temu mechanizmowi system automatycznie dopłaca tam, gdzie utrzymanie działalności jest droższe, dbając o to, by lekarzom w wielkich metropoliach nadal opłacało się otwierać gabinety.
Wynik tej matematycznej układanki trafia ostatecznie na konto szpitala lub sieci przychodni.
Jak jednak ten system przekłada się na bezpośrednie zarobki lekarza?
Większość amerykańskich medyków zatrudnionych w placówkach zdrowotnych podpisuje kontrakty oparte na tak zwanej produktywności wRVU. Oznacza to, że dyrekcja szpitala całkowicie odcina koszty utrzymania budynku (peRVU) czy ubezpieczenia (mRVU) i rozlicza lekarza wyłącznie z jego czystej pracy fizycznej i umysłowej. W umowie zapisuje się sztywną stawkę za jeden wygenerowany punkt wRVU – na przykład 60 dolarów. Jeśli w ciągu miesiąca kardiolog uzbiera z samych procedur 800 punktów wRVU, jego pensja wyniesie równe 48 tys. dol. Jeśli z racji urlopu wygeneruje ich mniej – zarobi proporcjonalnie mniej.
Jak te punktowe wyliczenia przekładają się na roczne zestawienia? Doskonale pokazuje to najnowszy raport „Medscape Physician Compensation Report”. Wynika z niego, że amerykański system, choć skomplikowany, gwarantuje niezwykle przejrzystą i sprawiedliwą wycenę pracy lekarskiej.
Dzięki oparciu kontraktów na wRVU zarobki lekarzy zależą bezpośrednio od ich realnego zaangażowania, liczby przyjętych pacjentów i stopnia skomplikowania przeprowadzonych procedur. W raporcie czytamy, że najwyższe roczne przychody – często przekraczające 500–600 tysięcy dolarów w przypadku ortopedów czy chirurgów plastycznych – są prostą wypadkową ogromnej liczby punktów wRVU, jakie ci specjaliści generują na bloku operacyjnym. Z kolei lekarze rodzinni czy pediatrzy, wykonujący procedury o mniejszym ciężarze punktowym, uzyskują stabilne i adekwatne do swojej specyfiki zarobki na poziomie 250–300 tysięcy dolarów.
System wRVU eliminuje więc uznaniowość – pensji każdy medyk dokładnie wie, ile i za co zarabia, a jego wynagrodzenie jest precyzyjnym odzwierciedleniem wykonanej pracy.
Kto najwięcej, kto najmniej?
Z raportu wynika, że średnie wynagrodzenie w 2025 r. wyniosło (w konkretnych specjalizacjach):
- ortopedia i chirurgia ortopedyczna – 611 tys. dol. (2,303 mln zł),
- kardiologia – 575 tys. dol. (2,168 mln zł),
- radiologia – 571 tys. dol. (2,153 mln zł),
- chirurgia plastyczna – 554 tys. dol. (2,089 mln zł),
- anestezjologia – 543 tys. dol. (2,047 mln zł),
- urologia – 535 tys. dol. (2,017 mln zł),
- gastroenterologia – 530 tys. dol. (1,998 mln zł),
- otolaryngologia – 508 tys. dol. (1,915 mln zł)
- onkologia i hematologia – 464 tys. dol. (1,750 mln zł),
- dermatologia – 448 tys. dol. (1,689 mln zł),
- okulistyka – 446 tys. dol. (1,681 mln zł),
- chirurgia ogólna – 442 tys. dol. (1,666 mln zł)
- intensywna terapia – 427 tys. dol. (1,610 mln zł),
- medycyna ratunkowa – 421 tys. dol. (1,587 mln zł),
- pulmonologia – 395 tys. dol. (1,489 mln zł)
- patomorfologia/patologia – 394 tys. dol. (1,485 mln zł),
- ginekologia i położnictwo – 390 tys. dol. (1,470 mln zł),
- rehabilitacja medyczna – 359 tys. dol. (1,353 mln zł),
- nefrologia – 359 tys. dol. (1,353 mln zł),
- neurologia – 341 tys. dol. (1,286 mln zł),
- psychiatria – 331 tys. dol. (1,248 mln zł),
- alergologia i immunologia – 310 tys. dol. (1,169 mln zł),
- choroby wewnętrzne – 307 tys. dol. (1,157 mln zł),
- medycyna rodzinna – 288 tys. dol. (1,086 mln zł),
- diabetologia i endokrynologia – 284 tys. dol. (1,071 mln zł),
- reumatologia – 284 tys. dol. (1,071 mln zł),
- choroby zakaźne – 282 tys. dol. (1,063 mln zł),
- zdrowie publiczne i medycyna prewencyjna – 277 tys. dol. (1,044 mln zł),
- pediatria – 266 tys. dol. (1,003 mln zł).
Jak lekarze oceniają ten system?
53 proc. amerykańskich lekarzy uważa, że ich osobiste zarobki są uczciwe i adekwatne do włożonego trudu (to wzrost z 48 proc. w poprzednich latach, co „Medscape” określa „powrotem do normalizacji” i stabilizacji po zawirowaniach rynkowych. Poza tym stabilizacja i sprawiedliwa wycena wpłynęły pozytywnie na organizację pracy – średni czas pracy lekarza w USA zmniejszył się z 50 do 49 godzin tygodniowo.
W USA nie ma „wolnej amerykanki”– ekspert chwali zagraniczne rozwiązanie
Amerykański system chwali także prof. Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali, międzynarodowy ekspert w dziedzinie zarządzania ochroną zdrowia.
W rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” zwraca uwagę, że model oparty na RVU pozwala na precyzyjne planowanie kosztów i optymalizację pracy podmiotów leczniczych.
– To rozwiązanie udowadnia, że nowoczesne zarządzanie ochroną zdrowia musi opierać się na przejrzystych danych, w których każda wykonana czynność ma swoją jasną i sprawiedliwą wartość ekonomiczną – mówi prof. Fedorowoski, podkreślając, że wprowadzenie tak transparentnego mechanizmu w Polsce pozwoliłoby raz na zawsze uniknąć niejasności i systemowych afer, takich jak ta wokół rekordowych zarobków Dawida Kacprzyka, byłego już radnego miejskiego Koalicji Obywatelskiej i lekarza w trakcie specjalizacji, który w 2025 r. zarobił 1,6 mln zł.
Jarosław J. Fedorowski podkreśla, że w modelu RVU taka sytuacja byłaby niemożliwa z dwóch powodów.
Po pierwsze, każda złotówka byłaby jawnie i z góry przypisana do konkretnej, fizycznie wykonanej procedury, a nie do uznaniowych kontraktów i gigantycznych stawek za „puste” godziny dyżurowe.
Po drugie, algorytm natychmiast zweryfikowałby, czy jeden człowiek jest w stanie fizycznie wygenerować tak dużą liczbę punktów w ciągu doby bez uszczerbku na bezpieczeństwie pacjenta.
– System RVU ucina wszelkie spekulacje, promuje pracowitość, a jednocześnie stawia sztywne, bezpieczne i – przede wszystkim – całkowicie jawne ramy finansowe – podkreśla.
Podsumowanie
Amerykański model RVU udowadnia, że wysokie zarobki lekarzy nie muszą wywoływać społecznego sprzeciwu ani prowokować spekulacji o systemowych patologiach. Sukces tego rozwiązania tkwi w prostej matematyce połączonej z absolutną przejrzystością. Kiedy wynagrodzenie medyka przestaje być efektem zakulisowych negocjacji, a staje się jawną wypadkową jego realnego zaangażowania, zyskuje na tym cała ochrona zdrowia. Pacjent wie, że lekarz jest motywowany do działania, szpital zyskuje jasne kryteria menedżerskie, a sam lekarz otrzymuje sprawiedliwą, odporną na układy wycenę swojego trudu. Choć system zza oceanu może wydawać się skomplikowany, wnioski są proste: transparentne zasady to jedyna droga do zbudowania zdrowych relacji na linii lekarz–szpital–pacjent (a także, w kontekście Polski, politycy).
Jarosław J. Fedorowski – ekspert od Stanów Zjednoczonych
Prof. Jarosław J. Fedorowski to uznany kardiolog, internista i międzynarodowy ekspert w dziedzinie zarządzania ochroną zdrowia i koordynowanej opieki medycznej. Pełni funkcję prezesa Polskiej Federacji Szpitali (PFSz) i zasiada w Radzie Gubernatorów Europejskiej Federacji Szpitali (HOPE), jest także trzecim w hierarchii liderów w Światowej Federacji Szpitali piastując funkcję skarbnika i członka Komitetu Wykonawczego Zarządu.
Kariera i wykształcenie prof. Fedorowskiego są mocno związane z amerykańskim systemem opieki zdrowotnej, gdzie spędził wiele lat jako lekarz praktyk, menedżer i nauczyciel akademicki:
- Kwalifikacje: Po nostryfikacji dyplomu lekarza do Stanów Zjednoczonych odbył szkolenie specjalizacyjne w szpitalach uniwersyteckich w Nowym Jorku oraz Savannah. Uzyskał amerykańskie specjalizacje w zakresie chorób wewnętrznych, kardiologii oraz organizacji koordynowanej ochrony zdrowia (managed care medicine) oraz stanowe licencje lekarza. Legitymuje się również prestiżowym tytułem Fellow of the American College of Physicians (FACP).
- Edukacja podyplomowa: Posiada między innymi doktorat z medycyny nadany przez University of the State of New York. Ukończył także studia Executive MBA (specjalizacja: zarządzanie ochroną zdrowia) w USA oraz liczne szkolenia podyplomowe (między innymi na Harvard Medical School ,Temple University School of Medicine, American College of Physician Executives). Podczas pobytu w USA, obronił pionierską pracę doktorską na Uniwersytecie Jagiellońskim, dotyczącą kosztowej-efektywności w medycynie (1999).
- Praca kliniczna i menedżerska: W amerykańskich placówkach medycznych pracował jako samodzielny lekarz specjalista. Pełnił tam również wysokie funkcje zarządcze, w tym szefa departamentu medycyny (Chief of Medicine) oraz członka zarządu do spraw medycznych w szpitalu regionalnym sieci University of Vermont Health z siedzibą w Burlington, VT. Już w roku 1998, jako jeden z pierwszych w USA ( i na świecie) wprowadził model lekarza hospitalisty do praktyki klinicznej.
- Działalność akademicka: Wieloletni nauczyciel akademicki w USA. W 1997 r. otrzymał promocję na stopień docenta, a w 2003 r. uzyskał promocję profesorską od University of Vermont College of Medicine, w uznaniu za całokształt osiągnięć klinicznych, dydaktycznych i naukowych. Autor i współautor licznych publikacji i prezentacji w obszarze medycyny klinicznej, organizacji i ekonomiki zdrowia oraz zarządzania.
Dzięki unikalnemu połączeniu amerykańskiej praktyki klinicznej z wiedzą menedżerską, po powrocie do kraju prof. Fedorowski stał się jednym z głównych promotorów wdrażania nowoczesnych systemów opieki koordynowanej, organizacji pracy szpitali i medycyny opartej na wartości w polskich szpitalach.
Jarosław J. Fedorowski to przewodniczący Rady Programowej „Menedżera Zdrowia”.
Przeczytaj także: „Antyszczepionkowe braterstwo krwi”, „Zdrowiem zajmie się antyszczepionkowiec i zwolennik teorii spiskowych?” i „Sen o Ameryce”.

.jpg)