Zaraza w grafiku
– Kolejna pandemia to tylko kwestia czasu – twierdzi prof. Adrian Hill, wybitny ekspert w dziedzinie szczepionek i zdobywca Europejskiej Nagrody dla Wynalazcy 2026 (European Inventor Award).
Sir Adrian Hill, irlandzko-brytyjski profesor Uniwersytetu Oksfordzkiego, to założyciel i dyrektor Instytutu Jennera – jednego z najważniejszych na świecie ośrodków badawczych. To jego zespół opracował między innymi szczepionkę Oxford–AstraZeneca przeciw COVID-19 oraz rewolucyjny preparat R21/Matrix-M przeciw malarii, którego skuteczność sięga 75–80 proc. To drugie osiągnięcie przyniosło naukowcowi prestiżowe wyróżnienie w kategorii „Badania naukowe”, przyznawane przez Europejski Urząd Patentowy. Gala wręczenia nagród odbyła się 2 lipca w Berlinie.
Prof. Adrian Hill podkreśla, że globalne mechanizmy reagowania uległy znacznej poprawie po 2020 r.
– Jednak epidemie występują i nadal będą występować; te bardziej znaczące pojawiają się średnio raz na dekadę. Pytanie więc brzmi nie „czy”, ale „kiedy” wybuchnie następna. To tylko kwestia czasu – ostrzega wakcynolog.
Trzy miliony lat starcia z malarią
Jednym z najpoważniejszych wyzwań współczesnego świata pozostaje malaria. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (World Health Organization – WHO) w 2024 r. odnotowano na całym świecie około 282 mln przypadków tej choroby, z czego 610 tys. zakończyło się śmiercią. Niemal trzy czwarte wszystkich ofiar w regionie afrykańskim stanowiły dzieci poniżej piątego roku życia.
Naukowiec przypomina, że choroba ta towarzyszy ludzkości od zarania dziejów.
– Dowody na to skrywa DNA wywołującego ją pasożyta – pierwotniaka Plasmodium (zarodźca). Znajduje się w nim swoisty zegar molekularny rejestrujący zmiany, dzięki któremu obliczyliśmy, że pierwotny szczep malarii pojawił się z grubsza 35 mln lat temu. Ślady tej odwiecznej walki nosimy także w ludzkim genomie. Około 10 proc. populacji, zwłaszcza w rejonie Morza Śródziemnego i Afryki, posiada mutacje chroniące przed tą infekcją – wyjaśnia.
Genetyczna układanka z pięciu tysięcy elementów
Choć pierwsza publikacja na temat prób uzyskania szczepionki na malarię pochodzi już z 1908 roku, na przełom czekaliśmy ponad wiek.
Prof. Adrian Hill wyjaśnia, dlaczego walka z pasożytem okazała się trudniejsza niż potyczka z koronawirusem.
– Szczepionkę przeciw COVID-19 udało się stworzyć w rok, podczas gdy nad malarią pracowaliśmy dekadami. Wirusy są małe i mają bardzo ograniczony genom – około 10–12 genów, więc wyselekcjonowanie właściwego celu nie jest trudno. Malarii nie wywołują jednak wirusy ani bakterie, lecz skomplikowane pasożyty mające około 5 tys. genów. Zanim osiągnęliśmy sukces, ponad sto prób zakończyło się niepowodzeniem – mówi.
Ważna okazała się zmiana podejścia konstrukcyjnego i „oszukanie” ludzkiego układu odpornościowego. Zwykłe, pojedyncze białko antygenu wstrzyknięte pacjentowi wywołałoby zbyt słabą reakcję. Badacze nadali mu więc kształt kulki o średnicy około 20 nanometrów (miliardowa część metra).
Ewolucja nauczyła nasz organizm bezwzględnej obrony przed obiektami o takich gabarytach, ponieważ dokładnie tak wyglądają wirusy. Dzięki tej sztuczce układ immunologiczny bierze nieszkodliwy antygen za groźnego agresora i generuje nawet 20-krotnie silniejszą odpowiedź obronną.
Drugim filarem sukcesu stał się adiuwant Matrix-M, czyli substancja wzmacniająca reakcję na antygen i pomagająca mu wnikać do komórek. Co ciekawe, ten organiczny komponent pozyskiwany jest z kory mydłodrzewu (Quillaja saponaria), drzewa rosnącego wyłącznie w środkowej części Chile.
Logistyka ratująca życie
Preparat R21 jest już włączany do Rozszerzonego Programu Szczepień (EPI), uruchomionego przez WHO jeszcze w 1974 r. Za dystrybucję odpowiada Globalny Sojusz na rzecz Szczepionek i Szczepień (Gavi), a koszty współfinansuje UNICEF. Dla dzieci z obszarów zagrożonych oznacza to po prostu jeden dodatkowy, jedenasty zastrzyk w dotychczasowym kalendarzu szczepień ochronnych.
Prof. Adrian Hill mówi, że po wprowadzeniu programu EPI ogólna śmiertelność w Afryce w latach 2000–2015 spadła o połowę.
– W Afryce nie ma antyszczepionkowców – dodaje z uznaniem.
Wielkim atutem nowej szczepionki jest jej niska cena – jedna dawka produkowana w Indiach kosztuje zaledwie około dwóch dolarów. Transport i przechowywanie w trudnych warunkach ułatwia też fakt, że w temperaturze 37 st. C szczepionka zachowuje pełną stabilność przez blisko miesiąc.
Opłacalna inwestycja w bezpieczeństwo
Oksfordzki badacz głęboko wierzy w scenariusz całkowitej eradykacji (wyeliminowania) malarii z powierzchni Ziemi. Na rynku obecne są już dwie skuteczne szczepionki (obok R21 działa preparat koncernu GSK), a w laboratoriach trwają prace nad kolejnymi generacjami, których efektywność ma sięgać 90%. Medycynę wspierają też nowoczesne leki w zastrzykach, które zabezpieczają pacjenta na siedem miesięcy, eliminując konieczność codziennego przyjmowania tabletek.
Choć koszty ostatecznego zwalczenia choroby szacuje się na kwotę 5 mld dol., z perspektywy globalnej gospodarki to czysty zysk.
– Malaria drastycznie hamuje rozwój ekonomiczny, przez co większość państw dotkniętych tą plagą boryka się z ubóstwem. Likwidacja tego problemu przełoży się na wzrost gospodarczy w Afryce szacowany nawet na 15 mld dolarów – wylicza ekspert.
Prof. Adrian Hill podkreśla, że walka z tropikalnymi chorobami to interes nas wszystkich.
– Europejczycy nie mogą żyć w złudzeniu, że ich to nie dotyczy, bo epidemie nie uznają granic. Potrzebujemy globalnych, skoordynowanych działań rządów oraz solidarnego finansowania. Inwestycja w zdrowie mieszkańców najuboższych regionów to bezpośrednia inwestycja w bezpieczeństwo zdrowotne każdego z nas – podsumowuje.
Przeczytaj także: „COVID-19 nadal problemem w systemie ochrony zdrowia”.

