Wyższe studia zniszczyły zawód pielęgniarki
Co zrobić, by młodzi ludzie garnęli się do zawodu pielęgniarki? – Należy wrócić do szkół pielęgniarskich, skończyć z pielęgniarkami z wyższym wykształceniem i ich ogromnymi ambicjami – ocenia Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych.
- Na zlecenie „Menedżera Zdrowia” został opracowany raport „Pielęgniarki w Polsce i Europie. Analiza porównawcza”. Co z niego wynika? Między innymi to, że Polska znajduje się na ostatnim miejscu w krajach OECD, pod względem zainteresowania zawodem pielęgniarskim w grupie 15-latków. Odsetek ten jest mniejszy niż 1 proc.
- „Menedżer Zdrowia” zapytał Andrzeja Sokołowskiego, prezesa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych (OSSP) i lekarza, jak można rozwiązać ten problem
- To jeden z komentarzy z cyklu „Ostatnie pielęgniarki”. Wkrótce opublikujemy kolejne (a także raport w całości)
Prezes Andrzej Sokołowski w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” wskazuje, że aby zwiększyć zainteresowanie zawodem, należy wprowadzić pewne zasady normalności w zawodzie pielęgniarskim.
– Kiedyś pielęgniarki były partnerami lekarzy, wykonywały wiele bardzo ważnych funkcji, a różnica finansowa między nimi nie była aż tak bardzo duża jak dzisiaj. Chętnych do zawodu było więcej, bo szkół pielęgniarskich było całe mnóstwo. Potem pewna grupa postanowiła wybić się na niezależność i bardzo dużo zarabiać. Powstała Naczelna Rada Pielęgniarek i zaczęła ciągnąć ten zawód w górę – przypomina ekspert.
– Mimo to w wielu miejscach zarabiają już tyle, co lekarze. W efekcie panie chcą być całkowicie niezależne, bo w końcu mają wyższe studia – zwraca uwagę w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” prezes OSSP.
– Trudno jednak te studia porównać do studiów lekarskich, zwłaszcza że wiele uczelni uczyniło z tego metodę zarabiania. Pielęgniarki robiły połowę studiów na comiesięcznych zjazdach w postaci licencjatu, a potem dorabiały dwa lata i były już magistrami. Trudno tak się nauczyć medycyny – dodaje Andrzej Sokołowski.
Wojna w zawodzie pielęgniarskim
Jak mówi prezes OSSP, pielęgniarki te po studiach wracały do szpitali z hasłem „jesteśmy lekarzami, mamy takie same pensje”.
– Spowodowało to wojnę w zawodzie pielęgniarskim. Pielęgniarki, które nie miały wyższych studiów, dostawały grosze, a te z magisterium dostawały relatywnie bardzo duże pieniądze. Poza tym ten zawód się zniszczył, bo pani magister – nie każda, ale w dużej części – nie jest po to, żeby „podcierać tyłek” pacjentom, karmić ich czy pobierać krew. Mówią, że przecież one mają takie samo wykształcenie jak lekarze i nadają się do kierowania jako oddziałowe, przełożone – twierdzi Andrzej Sokołowski, dodając, że ten zawód się pogubił.
– Kiedyś mówiono, że rolą pielęgniarki jest pielęgnacja pacjentów. Tego już prawie nie ma. Do tego zawodu szły dziewczyny, które nie chciały lub nie mogły – ze względów ekonomicznych czy rodzinnych – iść na studia – dodaje.
– Podkreślę, że był to zawód bardzo szanowany. Dziewczyna, która nie zrobiła matury, ale skończyła pięcioletnią szkołę pielęgniarską, była w pracy bardzo szanowana – mówi ekspert.
– Pracuję w tym zawodzie od 1979 r. i pamiętam, jak pielęgniarki po takiej szkole spokojnie pracowały i dyżurowały. Były w stanie wszystko zrobić, bo przez pięć lat chodziły na oddziały szpitalne, miały praktyki – ocenia.
Skończyć z pielęgniarkami z wyższym wykształceniem
Co zrobić, by młodzi ludzie garnęli się do tego zawodu?
Zdaniem Andrzeja Sokołowskiego należy wrócić do szkół pielęgniarskich, skończyć z pielęgniarkami z wyższym wykształceniem i ich ogromnymi ambicjami.
– Kiedyś pielęgniarka po szkole pielęgniarskiej szła na licencjat czy studia, zostawała magistrem i jako jedna z 15–30 pielęgniarek w rejonie miała kwalifikacje, żeby być przełożoną. Dzisiaj ambicje im w tym przeszkadzają. Ponadto nie przechodzą przez żadne kliniki, zdają egzaminy na uczelniach – twierdzi prezes OSSP.
Jak dodaje, czasy komuny były złe, ale panował duży porządek w ochronie zdrowia, który od ćwierćwiecza się wali.
Pielęgniarki w dużej mierze rozłożyły ochronę zdrowia
– Od 25 lat żadna ekipa polityczna nie zdecydowała się zrobić porządku. Ministrowie idą do tego resortu po to, żeby zabezpieczyć placówki, z których przyszli i do których wrócą – stwierdza Andrzej Sokołowski.
– To pielęgniarki, poprzez kontrakty, w dużej mierze rozłożyły ochronę zdrowia. Mówiły: „Skoro jesteśmy równe lekarzom, a oni miewają takie umowy, to my też chcemy je podpisywać” – dodaje.
W ten sposób – zdaniem prezesa – zdemontowano system.
– Lata temu pracowałem na szpitalnym oddziale ratunkowym i nie przypominam sobie, żeby pacjent czekał na spotkanie ze mną dłużej niż 15 minut. Byłem zatrudniony też w klinice chorób wewnętrznych w gdańskiej Akademii Medycznej. Tam był lekarz oddziału, drugi lekarz oddziału i lekarz izby przyjęć, który przyjmował pacjentów, dawał zlecenia, wypisywał recepty, odsyłał do domu, wzywał karetki… Z dwiema pielęgniarkami. Co jest dzisiaj? Zdewastowano izby przyjęć – podsumowuje rozmowę z „Menedżerem Zdrowia” Andrzej Sokołowski.
Przeczytaj także: „Do pielęgniarstwa idą osoby po policji, straży pożarnej i kosmetologii” i „Zapaść w ochronie zdrowia. Winne pielęgniarki”.
Więcej tekstów o raporcie „Pielęgniarki w Polsce i Europie” po kliknięciu w poniższy baner.

