Wyższa szkoła procesowania
W teorii prawo gwarantuje pielęgniarkom lepsze pensje za wyższe wykształcenie. W praktyce tomaszowskiego szpitala droga do podwyżki nie prowadzi przez uniwersytet, ale przez salę rozpraw. Placówka przegrała już pięćdziesiąt procesów, ale dyrektor idzie w zaparte i składa kolejne apelacje (za publiczne pieniądze).
Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Tomaszowie Lubelskim znajduje się w poważnym kryzysie finansowym.
„Gazeta Wyborcza” informuje, że placówka przegrała już około 50 procesów wytoczonych przez pielęgniarki i położne, które domagały się ustawowych waloryzacji pensji.
Choć szpital ostatecznie wypłacił pracownicom należność główną, dyrektor Dariusz Gałecki nadal składa apelacje w kwestii odsetek i kosztów sądowych, co naraża szpital na dodatkowe, zbędne straty.
Dlaczego pielęgniarki poszły do sądu?
Konflikt dotyczy personelu z tytułem magistra i specjalizacją (druga grupa zawodowa).
Szpital w 2024 r. zamroził ich pensje na poziomie 8 186 zł, odmawiając podwyżki do wymaganych ustawą o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych 9 230 zł. Choć po wejściu na drogę sądową dyrekcja wypłaciła wyrównania (na przykład ponad 10 440 zł jednej z pracownic za okres od lipca 2024 r. do kwietnia 2025 r.), to zignorowała kolejne waloryzacje z lipca 2025 r. (10 554 zł) oraz lipca 2026 r. (11 485 zł). W efekcie niemal sto kobiet walczy o swoje prawa.
Argumenty stron przed sądem
W uzasadnieniach wyroków, do których dotarła „Gazeta Wyborcza”, dyrekcja tłumaczyła odmowę podwyżek złą kondycją finansową szpitala oraz wysokim poziomem dotychczasowego wynagrodzenia pracownic. Szpital przekonywał też, że o pensji powinny decydować kwalifikacje wymagane na danym stanowisku, a nie te rzeczywiście posiadane przez pielęgniarkę.
Sąd Rejonowy w Zamościu odrzucił tę argumentację, uznając wyższe wykształcenie i specjalizację za pełną podstawę do wyższych zarobków i nakładając na szpital między innymi koszty procesu (1 350 zł w pojedynczej sprawie).
Cytowany w „Gazecie Wyborczej” pełnomocnik personelu, radca prawny Michał Wierzchowski, wskazał, że roszczenia wynoszą zwykle ponad 20 tys. zł brutto rocznie na osobę. Podkreślił, że pielęgniarki od początku chciały ugody, a pieniędze na podwyżki powinny być zabezpieczone przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
Nie tylko Tomaszów
Podobne spory zbiorowe i procesy na tle zaszeregowania personelu medycznego trwają obecnie w wielu innych szpitalach na terenie województwa lubelskiego, między innymi w Hrubieszowie, Puławach, Łukowie, Radzyniu Podlaskim, Chełmie, Zamościu i Białej Podlaskiej.
Przeczytaj także: „Pielęgniarki kontra dyrektorzy”, „Pielęgniarki walczą o minimum” i „Nie stoimy nad przepaścią – już w nią spadliśmy”.

