Wiceminister do dymisji? „Wniosek może umocnić jej pozycję”
W ocenie Naczelnej Izby Lekarskiej Ministerstwo Zdrowia od wielu miesięcy nie współpracuje z samorządem w kwestiach fundamentalnych dla systemu ochrony zdrowia. Wniosek do premiera o odwołanie Katarzyny Kęckiej ma być wyrazem niezadowolenia z działań resortu oraz podkreśleniem, że chaos płacowy i organizacyjny w ochronie zdrowia nie został stworzony przez lekarzy.
- Naczelna Rada Lekarska negatywnie ocenia działania Katarzyny Kęckiej, co wyraziła we wniosku do Kancelarii Premiera o jej odwołanie
- Samorząd lekarski zarzuca wiceminister brak współpracy w sprawach związanych z funkcjonowaniem sytemu ochrony zdrowia oraz brak wiążących konsultacji w zakresie planowanych zmian w ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty
- Medialny spór pomiędzy NRL a MZ rozpoczął się 7 maja od oficjalnego komunikatu resortu, w którym wskazał, że Naczelna Izba Lekarska nie wywiązuje się z terminowego dostarczania kontrolnych dokumentów dotyczących czterech umów na blisko 2,3 mln zł.
- Zdaniem NRL wszczęcie kontroli w Naczelnej Izbie Lekarskiej w trybie uproszczonym na zaledwie miesiąc przed Krajowym Zjazdem Lekarzy to uderzenie w niezależność samorządu
- Wykorzystanie trybu przewidzianego dla spraw nagłych (art. 51 ust. 1 ustawy o kontroli w administracji rządowej) w przededniu wyborów nowych władz nosi znamiona nieuzasadnionej ingerencji rządu w autonomiczną procedurę wyborczą środowiska lekarskiego – uważa NRL
- – W obecnej sytuacji trudno mówić o realnej większości politycznej dla odwołania wiceminister zdrowia, o ile sama chce dalej pełnić tę funkcję – uważa prof. Marcin Czech.
- Milena Kruszewska twierdzi, że wniosek do KPRM o dymisję wpisuje się w jeden z nurtów komunikacyjnych strony rządowej wskazujący na roszczeniowość lekarzy. – Wniosek najprawdopodobniej tylko umocni pozycję wiceminister Kęckiej – ocenia ekspertka
2,3 mln zł dotacji. Resort chce skontrolować wydatki NIL
– 15 kwietnia wszczęliśmy postępowanie kontrolne w zakresie dotacji, którą przekazujemy Naczelnej Izbie Lekarskiej. Chcielibyśmy sprawdzić sposób wydatkowania tej dotacji. Wysłaliśmy dziesięć pism i trzy ponaglenia, natomiast nie uzyskujemy rzetelnej, wiarygodnej informacji – przekazała 8 maja w informacji dla „Menedżera Zdrowia” wiceminister Katarzyna Kęcka.
W latach 2024–2025 minister zdrowia udzielił dotacji celowej z budżetu państwa, którym dysponuje, na realizację zadań z zakresu administracji publicznej samorządom: Naczelnej Izbie Lekarskiej, Naczelnej Izbie Pielęgniarek i Położnych, Naczelnej Izbie Aptekarskiej, Krajowej Izbie Ratowników Medycznych.
Zakres kontroli obejmuje w szczególności weryfikację zgodności realizowanych zadań z umową oraz obowiązującymi przepisami prawa. Ocenie podlega legalność, gospodarność, celowość i rzetelność wykorzystania środków publicznych, a także sposób prowadzenia wymaganej dokumentacji. Ponadto sprawdzana jest terminowość rozliczeń wynikających z zawartych umów.
Jak podała wiceminister Kęcka, Naczelna Izba Lekarska nie przekazuje resortowi tych informacji. Zaznaczyła, że pozostałe samorządy współpracują z ministerstwem w sposób „terminowy i właściwy”.
– Zależy nam na transparentności, ponieważ są to środki publiczne. To pierwszy taki przypadek uporczywego uchylania się od kontroli – wskazała wiceminister Kęcka.
– Jeżeli Naczelna Izba Lekarska nadal będzie uchylała się od kontroli, podejmiemy decyzje, które mogą skutkować nałożeniem kar wynikających z umowy, w tym kar finansowych – poinformowała wiceszefowa resortu.
Komunikat w sprawie niewywiązywania się przez Naczelną Izbę Lekarską z obowiązku udzielania informacji w ramach kontroli realizacji przyznanych dotacji Ministerstwo Zdrowia opublikowało 7 maja.
Komunikat spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem samorządu lekarskiego. Wskazuje on, że opinii publicznej przekazywane są „wybiórcze” informacje oraz sugestie „jakoby Naczelna Izba Lekarska uchylała się od współpracy lub odmawiała przekazywania dokumentów objętych czynnościami kontrolnymi”.
Jak przekazała „Menedżerowi Zdrowia” Iwona Kania z biura rzecznika prasowego NIL, samorząd domaga się sprostowania informacji opublikowanych w komunikacie resortu zdrowia.– Naczelna Izba Lekarska rozpoczęła przekazywanie żądanej dokumentacji do kontroli – zaznaczyła Kania.
– Od początku w oficjalnej korespondencji z resortem zdrowia wskazaliśmy, że istnieją obiektywne przeszkody organizacyjne związane z równoległą realizacją ustawowego obowiązku samorządu lekarskiego, jakim jest organizacja, w tym obsługa prawna Krajowego Zjazdu Lekarzy – powiedziała zastępczyni rzecznika NIL.
– Warto zaznaczyć, że podczas Zjazdu wybierane są władze samorządu lekarskiego na kolejną kadencję. Od początku mówiliśmy o tym Ministerstwu Zdrowia – wskazała Kania, dodając, że resort skierował do NIL jedenaście pism, które zawierały „obszerne żądania dotyczące dokumentów i wyjaśnień”.
– Warto podkreślić, że każdorazowo wyznaczano zaledwie dwudniowy termin na odpowiedź. Świadczy to o braku woli dialogu i chęci porozumienia ze strony przeciwnej – stwierdziła.
– Kontrola rozpoczęła się z dnia na dzień, czyli w trybie uproszczonym, bez wskazania przyczyn uzasadniających zastosowanie tego szczególnego trybu. Należy zaznaczyć, że sprawozdanie z realizacji zadań takich jak: przyznawanie prawa wykonywania zawodu, prowadzenie postępowań w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej lekarzy, prowadzenie postępowań w przedmiocie niezdolności do wykonywania zawodu lekarza lub w przedmiocie niedostatecznego przygotowania do wykonywania zawodu, w styczniu 2026 roku zostało przyjęte przez Ministerstwo Zdrowia. Dlatego działania resortu, tuż przed Krajowym Zjazdem Lekarzy, budzą nasze wątpliwości. Odbieramy to jako zakłócenie czynności wyborczych – powiedziała Iwona Kania.
Zapewniła jednocześnie, że wszelkie potrzebne dokumenty kontrolne zostaną resortowi zdrowia przekazane.
Kontrola przed wyborami. Resort odrzuca wniosek prezesa NRL
Wicerzeczniczka NIL zwróciła uwagę również, że wiceminister Katarzyna Kęcka odrzuciła wniosek prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej o wstrzymanie czynności kontrolnych do czasu zakończenia procesów wyborczych na Krajowym Zjeździe Lekarzy.
W ocenie NIL planowane zakończenie kontroli na tydzień przed Krajowym Zjazdem Lekarzy może stanowić działanie ograniczające niezależność procesów wyborczych w samorządzie lekarskim.
„Wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka nie odniosła się merytorycznie do wniosku prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej o zbadanie zasadności wszczęcia kontroli, wskazała jedynie, że wszczęcie kontroli jest uprawnieniem ministra zdrowia i minister korzysta z niego z urzędu. Brak neutralności tego postępowania kontrolnego potwierdza jednoznacznie zamieszczenie 7 maja 2026 r. na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia komunikatu informującego o wszczęciu kontroli w Naczelnej Izbie Lekarskiej ze wzmianką, że Naczelna Izba Lekarska nie udziela odpowiedzi i nie przekazuje wymaganych dokumentów czy wyjaśnień, co nie jest prawdą” – podał na swojej stronie samorząd lekarski.
– Widzimy brak chęci dialogu i brak rozmowy na tematy bardzo ważne w ochronie zdrowia, o czym wielokrotnie mówił prezes NRL Łukasz Jankowski – podkreśliła Iwona Kania.
Ministerstwo strofuje, poucza
– Pilne tematy dotyczą kwestii kształcenia lekarzy i lekarzy dentystów, czyli spojrzenia na to, jak ten proces powinien wyglądać, aby zapewniał bezpieczeństwo pacjentów. Chodzi także o kwestie wygaszania uprawnień lekarzy, którzy nie posługują się językiem polskim na poziomie B1. Po stronie resortu zdrowia nie widać zachęt, aby respektować przepisy. W naszej ocenie stanowi to bezpośrednie zagrożenie dla przejrzystości i poziomu kształcenia lekarzy. Dialog z Panią wiceminister jest niemożliwy – są to strofowania, pouczenia. Nie widzimy chęci rozwoju dialogu na poziomie dojrzałych partnerów – zaznaczyła.
„To branżowe podszczypywanie się, pacjentom jest to obojętne”
W ocenie prezes Fundacji Watch Health Care, Mileny Kruszewskiej, która ma doświadczenie w pracy zarówno po stronie samorządu lekarskiego, jak i Ministerstwa Zdrowia, od dawna widoczne jest napięcie na linii NIL – MZ.
– Dla systemu ochrony zdrowia czy dla pacjentów obecny konflikt jest bez znaczenia, to takie branżowe podszczypywanie się – stwierdziła.
Pytana, jak ocenia wniosek NIL o dymisję wiceminister Kęckiej, podkreśliła, że „nie ma w tym konflikcie wizji protestu, który może mieć systemowe znaczenie”.
– Samorząd nie zmobilizuje lekarzy do jakiegokolwiek istotnego strajku w sytuacji, kiedy lekarzom jest generalnie dobrze, a coraz gorzej jest pacjentom, którzy już raczej nie uwierzą, że medycy protestują w ich imieniu – powiedziała „Menedżerowi Zdrowia” Milena Kruszewska.
Zdaniem ekspertki wniosek samorządu do KPRM o dymisję wiceminister Kęckiej najprawdopodobniej tylko umocni jej pozycję.
– O ile obecna komunikacja rządowo-ministerialna w zakresie ochrony zdrowia bije rekordy, jeśli chodzi o skalę zawstydzającej niekompetencji – to tutaj nie sposób nie zauważyć, że ten wniosek o dymisję po prostu idealnie wpisuje się w jeden z nurtów komunikacyjnych strony rządowej wskazujący na roszczeniowość lekarzy, którym trochę już się mieszają role i bardziej niż na pracy z pacjentem skupiają się na brylowaniu w mediach – powiedziała Kruszewska, zwracając uwagę, że nie pierwszy raz samorząd lekarski buduje swój wizerunek na konflikcie z Ministerstwem Zdrowia.
– To najbardziej oczywista i najłatwiejsza strategia, a trwający brak decyzyjności ministerstwa, które rząd pięknie ubiera w „apolityczność”, tylko sprzyja takiej strategii – podsumowała.
Osią sporu zarobki lekarzy?
– Politycznie nie widzę dziś większych szans na skuteczne odwołanie wiceminister Katarzyny Kęckiej. Wiceministrów powołuje prezes Rady Ministrów, więc skierowanie wniosku do premiera jest oczywiście właściwą drogą, jednak warto pamiętać, że niedawno minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda uzyskała w Sejmie wotum zaufania. W tej sytuacji trudno mówić o realnej większości politycznej dla odwołania wiceminister, o ile sama chce dalej pełnić tę funkcję –powiedział w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” prof. dr. hab. n. med. Marcin Czech z Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego, były wiceminister zdrowia.
– Jeżeli osią sporu są wynagrodzenia lekarzy, to w mojej ocenie rację mają obie strony. System ochrony zdrowia powinien opierać się na przejrzystych zasadach wynagradzania wszystkich zawodów medycznych. Jednocześnie trzeba uczciwie powiedzieć, że skala wynagrodzeń jest dziś bardzo zróżnicowana – od relatywnie niskich umów czy kontraktów po bardzo wysokie stawki dla części specjalistów. Obowiązujące przepisy narzucają minimalne poziomy wynagrodzeń, które dyrektorzy szpitali muszą zapewniać, a przy kosztach osobowych sięgających nawet 85–90 proc. budżetu placówek zarządzanie nimi staje się bardzo trudne. Szpitale muszą przecież finansować również leki, energię czy bieżące funkcjonowanie – tłumaczył prof. Czech.
– Rozumiem więc dyrektorów szpitali, którzy wskazują, że nie są w stanie udźwignąć tak wysokich kosztów pracy, że często nie stać ich na tak drogich pracowników. Z drugiej strony wzrost wynagrodzeń pozwolił zatrzymać wielu medyków w kraju, co było konieczne dla stabilności systemu – zaznaczył ekspert.
Prof. Czech: Wiceminister próbuje naprawić system, ale rozumiem też lekarzy
Specjalista podkreślił, że stanowisko Naczelnej Izby Lekarskiej jest w pewnym sensie zrozumiałe.
– Samorząd lekarski wskazuje, że przypadków najwyższych wynagrodzeń – dotyczących niewielkiego odsetka lekarzy – nie można utożsamiać z całym środowiskiem. Problem wynika w dużej mierze z modelu kontraktowego, który przez lata rozwijał się w ochronie zdrowia i prowadził do dużych dysproporcji płacowych – ocenił profesor.
– Czy wiceminister Katarzyna Kęcka w taki sposób układała system? Nie. Czy Pani wiceminister próbuje go naprawić? Tak, bo mam poczucie, że mierzy się z problemami, które narastały od lat. Rozumiem, że budzi to napięcia i emocje, ale rozumiem również argumenty środowiska lekarskiego – powiedział prof. Czech.
W ocenie eksperta, obecne działania samorządu lekarskiego nie są aktem desperacji, lecz próbą wyraźnego zaznaczenia, że chaos płacowy i organizacyjny w systemie ochronie zdrowia nie został stworzony przez lekarzy.
– To sygnał, że system wymaga głębszej reformy i uporządkowania zasad wynagradzania – zaznaczył prof. Marcin Czech.
Apel NRL do premiera poniżej.
