Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Autor: Milena Motyl

Stop anorektycznemu zarządzaniu ►

Sebastian Goncerz, Dorota Korycińska, Władysław Krajewski, Maria Libura, Radosław Owczuk, Jakub Żaczek

Masowe otwieranie kierunków lekarskich i zwiększanie liczby absolwentów bez równoległego poprawiania systemu szkolenia specjalizacyjnego prowadzi do obniżenia standardów – ponieważ jak jedne oddziały spełniają wymagania szkoleniowe, a inne nie, to system traci spójność, a jakość kształcenia staje się nierówna.  

  • Wzrost liczby studentów medycyny stawia przed systemem ochrony zdrowia poważne wyzwania organizacyjne i jakościowe
  • Coraz częściej pojawiają się wątpliwości, czy obecny model kształcenia i specjalizacji zapewnia młodym lekarzom odpowiednie warunki do zdobywania praktycznych umiejętności
  • Jak podkreślił przewodniczący Porozumienia Rezydentów Sebastian Goncerz, lekarz w trakcie szkolenia znajduje się w specyficznej sytuacji, bo uczy się i doskonali swoje umiejętności medyczne, będąc jednocześnie pracownikiem szpitala
  • Czy jakość szkolenia specjalizacyjnego lekarzy jest w Polsce odpowiednia i czy stanowi odpowiednie zabezpieczanie dla pacjenta?
  • O tym dyskutowali eksperci podczas sesji „Rezydent w potrzasku – między jakością kształcenia a odpowiedzialnością lekarzy w trakcie szkolenia”, która odbyła się podczas konferencji Priorytety w Ochronie Zdrowia 2026

Nie zmarnujmy inwestycji w młodego lekarza 

W ostatnich latach liczba studentów medycyny znacząco wzrosła – obecnie na pierwszym roku studiów jest już około 11 tys. osób. Zdaniem przewodniczącego Porozumienia Rezydentów Sebastiana Goncerza to bardzo dużo, a w kontekście specjalizacji szczególnie ważny staje się dostęp do procedur wykonywanych w trakcie szkolenia.

– Sytuacja, w której lekarz ma w przyszłości zajmować się niezwykle newralgiczną i wymagającą dziedziną medycyny, a jego nauka sprowadza się do ogólnego „nadzoru”, budzi poważne wątpliwości. Miesięczne leczenie pacjenta, wypisanie aktu zgonu czy przeprowadzenie operacji wymagają zupełnie innego rodzaju zaangażowania i realnego wsparcia kierownika specjalizacji – stwierdził Goncerz.

Sebastian Goncerz

W kontekście jakości szkolenia i bezpieczeństwa rezydentów przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL zwrócił uwagę na jeszcze jedną perspektywę.

– Jeśli nie zadbamy o to, aby lekarz był właściwie wyszkolony, jeśli nie zapewnimy mu bezpieczeństwa i nie stworzymy warunków, w których będzie chciał pracować w danym miejscu, to cała inwestycja – czasu, pieniędzy i energii – w jednego człowieka zostanie zmarnowana. Za 5 czy 10 lat pacjent niewiele na tym zyska, ponieważ ten lekarz nie będzie chciał pracować w publicznym systemie ochrony zdrowia, tylko wybierze pracę w sektorze prywatnym, a wiedza i doświadczenie, w które inwestowało państwo, inni lekarze i cały personel, nie przełożą się na realne korzyści dla pacjentów – mówił Goncerz.

– Często powtarzamy jako środowisko medyczne hasło: „bezpieczny medyk to bezpieczny pacjent”. Wszyscy głęboko w to wierzymy, ale warto skonfrontować to przekonanie z rzeczywistością. Przykładem może być chociażby szpital psychiatryczny w Tworkach, gdzie aż 20 proc. rezydentów psychiatrii podczas dyżurów ma pod swoją opieką około 300 pacjentów. Czy w takich warunkach możemy mówić o bezpiecznym medyku, a tym samym o bezpiecznym pacjencie? – zapytał przedstawiciel rezydentów.

Fragment sesji poniżej – pod wideo dalsza część tekstu.

Może być jeszcze gorzej

Maria Libura, członek Rady Zdrowia przy Prezydencie RP, zwróciła uwagę, że na całym świecie narasta zjawisko wypalenia zawodowego, które dotyczy także lekarzy, w tym młodych medyków. Co istotne, problem ten występuje w krajach, gdzie lekarze są dobrze wynagradzani. Przykładem są Stany Zjednoczone, gdzie lekarze rodzinni zarabiają więcej niż w Szwajcarii, a jednocześnie to właśnie tam wskaźniki wypalenia zawodowego są najwyższe.

Zdaniem ekspertki kluczowym problemem nie jest jedynie bezpieczeństwo prawne lekarzy, lecz to, jak widzą oni w przyszłości swoją pracę i rozwój zawodowy.

– Medycyna jest zawodem mocno uregulowanym, a kolejne etapy kształcenia podlegają ścisłym standardom. Ma to zapewnić, że lekarz będzie posiadał nie tylko wiedzę, ale także konkretne umiejętności praktyczne – bo bycie lekarzem jest w najlepszym sensie rzemiosłem – oceniła Maria Libura.

– Kształcimy i wpuszczamy w system specjalizacyjny bardzo dużo nowych absolwentów. I nagle okazuje się, że przestajemy utrzymywać pewnego standardu na poziomie kształcenia, bo jeżeli jeden oddział spełnia warunki, a drugi ich nie spełnia, to znaczy, że odchodzimy od standaryzacji – tłumaczyła ekspertka.

W jej ocenie zwiększanie liczby absolwentów bez równoległego wzmocnienia systemu szkolenia specjalizacyjnego prowadzi do obniżenia standardów.

– Na etapie specjalizacji nie wystarczy już „nadrobić” wiedzy inteligencją czy zaangażowaniem – trzeba wyćwiczyć konkretne umiejętności, od których zależy bezpieczeństwo i życie pacjentów, zwłaszcza w specjalizacjach takich jak intensywna terapia czy chirurgia – wskazała.

Libura zauważyła także, że wielu młodych lekarzy nie planuje lub odwleka rozpoczęcie specjalizacji, wybierając pracę w nocnej i świątecznej pomocy medycznej. Jak zaznaczyła, często nie wynika to z przemyślanej strategii, lecz z trudności w uzyskaniu wymarzonej specjalizacji lub braku alternatyw.

Ekspertka przypomniała, że jednym z kluczowych postulatów pierwszego protestu rezydentów była nie tylko poprawa płac, lecz także budowa kultury bezpieczeństwa, oparta na systemie no fault. Jak podkreśliła, dziś system zmierza raczej w przeciwnym kierunku – rośnie presja prawna, a odpowiedzialność karna lekarzy zwiększa się zamiast tworzyć bezpieczne środowisko pracy.

Taniość jest zbyt droga

Jak stwierdziła Dorota Korycińska, prezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej, hasła w rodzaju „pacjent jest najważniejszy” czy „bezpieczeństwo pacjenta jest najważniejsze”, często stoją w sprzeczności do rzeczywistości, jaka panuje na oddziałach.

– Wiele spraw dotyczących rezydentów sprowadza się do zarzutu, że nie zgłosili czegoś, nie uzgodnili decyzji czy nie skonsultowali działań. Ale jak rezydent ma to zrobić, kiedy pracuje sam lub tylko z drugim rezydentem, bez obecności specjalisty? Jak można zapewnić bezpieczeństwo, gdy dwóch lekarzy, nawet specjalistów, ma pod opieką 300 pacjentów? To jest po prostu niemożliwe. Nie udawajmy, że w takich warunkach można mówić o realnym bezpieczeństwie pacjenta – powiedziała.

Dorota Korycińska

– Musimy też odpowiedzieć sobie na pytanie: co jest ważniejsze – słaba jakość kształcenia dla większej liczby lekarzy czy wysoka jakość kształcenia dla mniejszej grupy? Pojawiają się pomysły skracania staży i zwiększania liczebności grup studenckich. Z perspektywy chorób rzadkich to bardzo niebezpieczny kierunek – stwierdziła prezes.

Jak podkreśliła, kontaktu z pacjentem, możliwości „namacalnego” zrozumienia jego obrazu klinicznego nie da się zastąpić wykładem.

– Zwiększanie grup studenckich kosztem jakości kształcenia tworzy realne zagrożenie dla pacjentów. Trzeba powiedzieć jasno – taniość jest bardzo droga. Oszczędzanie na kształceniu i bezpieczeństwie zawsze kończy się tym, że płacimy za to podwójnie albo potrójnie – powiedziała Dorota Korycińska.

Niedofinansowanie dydaktyki

Maria Libura zwróciła uwagę także na duże dysproporcje pomiędzy wynagrodzeniami w dydaktyce a możliwością zarobków w placówkach medycznych, zaznaczając, że dla części lekarzy z pokaźnym doświadczeniem praca na uczelni po prostu się nie opłaca. Dlatego między innymi nie ziściła się idea zastąpienia stażu szóstym rokiem studiów.

– Centra symulacji medycznych miały iść w kierunku tej idei, czyli miały skupiać się na ćwiczeniu umiejętności praktycznych. One powstały i w większości mają dobre zaplecze kadrowe, które dba o rozwój technik nauczania metodami symulacji. To są tego rodzaju zajęcia, których nie można zrobić, jednocześnie będąc w szpitalu. Mamy do czynienia z takim niepisanym standardem, że „utrzymujemy niskie płace w sektorze akademickim, bo i tak są jednocześnie zajęcia, które prowadzicie, będąc w szpitalu”. Dlatego uważam, że jednym z największych problemów, jeżeli chodzi o kształcenie medyczne w Polsce, jest to, że funkcjonuje cały czas w objęciach optymalizacji kosztowej – tłumaczyła Libura.

– Ja to nazywam anorektycznym zarządzaniem, bo jakość tego kształcenia często zależy od tego, czy ten charyzmatyczny dziekan namówi swoich podwładnych, żeby prowadzili zajęcia de facto za darmo, w czynie społecznym. Dlatego trzeba skończyć z anorektycznym zarządzaniem – podkreśliła.

W ocenie eskpertki samo dosypywanie pieniędzy do systemu bez równoległych zmian organizacyjnych nie rozwiąże problemów młodych lekarzy – a wręcz może je pogłębić.

W panelu uczestniczyli także wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Władysław Krajewski, prezes Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii Radosław Owczuk i mecenas z Kancelarii Adwokackiej Radosław Tymiński –Jakub Żaczek.

Wkrótce opublikujemy drugą część relacji z sesji.

Przeczytaj także: „Poziomy kompetencji zmieniamy od podstaw” „Ludzkie oblicze refundacji”.

Więcej materiałów z konferencji Priorytety w Ochronie Zdrowia 2026 po kliknięciu w poniższy baner.

Źródło:
Menedżer Zdrowia 
Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: rezydent rezydenci szkolenia specjalizacyjne młodzi lekarze szpitale nauka Sebastian Goncerz Maria Libura Dorota Korycińska Priorytety 2026 Priorytety w Ochronie Zdrowia Priorytety w Ochronie Zdrowia 2026