Pełzająca reforma się nie sprawdza. Co proponują ludowcy?
System NFZ staje się coraz bardziej deficytowy, bardziej niż ZUS. Tylko w tym roku potrzebujemy dopłacić do budżetu płatnika ok. 50 mld zł. Jeśli nic się nie zmieni, to w 2028 r. luka finansowa dojdzie do 90 mld zł. Zbyt powolne reformy nie przynoszą efektu. Dlatego PSL wnosi swój projekt reformy zdrowia, który zmienia sposób myślenia o finansowaniu Narodowego Funduszu Zdrowia, reglamentacji świadczeń zdrowotnych i uwidacznia w systemie sektor prywatny. Co jeszcze chcą zmienić ludowcy?
- Klub PSL złożył w Sejmie projekt ustawy reformującej system ochrony zdrowia w Polsce przygotowany we współpracy z Federacją Przedsiębiorców Polskich
- Zmiany dotyczą sposobu finansowania płatnika. Pojawia się pomysł opodatkowania składką zdrowotną osoby na umowie-zleceniu, a także obciążenie budżetu państwa finansowaniem urlopów macierzyńskich i wychowawczych
- Ludowcy wskazują również na konieczność powiązania zasiłku chorobowego wypłacanego z funduszu ZUS z NFZ. To płatnik kontrolowałby zasadność zwolnień lekarskich
- W projekcie jest też mowa o nowej reformie szpitali oraz o nowym sposobie wyliczania podwyżek dla pracowników ochrony zdrowia
- Na co jeszcze wskazuje ustawa zdrowotna autorstwa PSL?
Przed świętami wielkanocnymi klub Polskiego Stronnictwa Ludowego złożył w Sejmie projekt ustawy reformującej system ochrony zdrowia w Polsce, ograniczającej lukę finansową Narodowego Funduszu Zdrowia i zabezpieczającej pacjentom dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej, przygotowany we współpracy z Federacją Przedsiębiorców Polskich, o czym „Menedżer Zdrowia” informował w tekście „Ludowcy z projektem ustawy zdrowotnej”.
Po świętach poseł Marek Sawicki, marszałek senior, wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, podczas konferencji prasowej zaprezentowali szczegóły proponowanego rozwiązania.
Jak podkreślił poseł Marek Sawicki, projekt był omawiany i konsultowany z minister zdrowia Jolantą Sobierańską-Grendą oraz z ministrem nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu Maciejem Berkiem.
– Pierwotna koncepcja była taka, żeby był to projekt rządowy, ale chyba zabrakło trochę odwagi po stronie ministrów – wskazał, zaznaczając, że ostatecznie zasugerowano, aby projekt był procedowany ścieżką poselską.
Zatrzymać „rozwierające się nożyce”
Łukasz Kozłowski z FPP, odnosząc się do obecnej sytuacji w ochronie zdrowia, wskazał, że w tym roku potrzebujemy dopłacić do budzetu NFZ ok. 50 mld zł, podczas gdy dotacja przedmiotowa z budżetu państwa została zaplanowana w kwocie 26 mld zł.
– To pokazuje, że jest ona już na samym starcie za mała o 24 mld zł. Ten problem narasta. W roku 2028 luka finansowa dojdzie do 90 mld zł. System NFZ staje się coraz bardziej deficytowy, zdecydowanie bardziej niż ZUS, ponieważ w 2028 roku wydolność składkowa NFZ obniży się do 69 proc., podczas gdy wydolność składkowa ZUS wyniesie 77 proc. Konieczne jest wprowadzenie rozwiązań, które spowodują zamknięcie się rozwierających nożyc przychodów i kosztów NFZ. Te dwie kwoty podążają w rozbieżnych trajektoriach, co odbija się przede wszystkim na pacjencie. Koszty świadczeń stają się na tyle wysokie, że płatnika nie stać na ich kupowanie, co skutkuje ich limitowaniem – powiedział.
Podkreślił przy tym, że sytuacja pogarsza się od kilku lat. – W ambulatoryjnej opiece specjalistycznej mamy już ponad 700 tys. pacjentów pilnych, którzy oczekują w kolejce na uzyskanie świadczenia – to jest wzrost o ponad 136 proc. w ciągu zaledwie czterech lat. Ponad połowa pacjentów pilnych czeka już dwa miesiące, a cztery lata temu było to ok. dwóch tygodni – wyliczył.
– Sytuacja pogarsza się również w szpitalnictwie – tutaj mamy prawie 120 tys. pacjentów pilnych, którzy oczekują na przyjęcie do szpitala. Mediana czasu oczekiwania też się podwoiła: z 9 do 21 dni. Dla przykładu, w kolejce na rezonans magnetyczny mamy pilnych 98 tys. pacjentów, na kolonoskopię 58 tys., na badanie tomografem 43 tys., na gastroskopię 34 tys. – przekazał Łukasz Kozłowski, podkreślając, że są to świadczenia, gdzie występują największe kolejki. Jednocześnie to są zakresy, które formalnie nie są limitowane, ale w praktyce NFZ od 1 kwietnia wprowadził na te świadczenia ponad kontrakt stawkę degresywną.
– To spowoduje, że kolejki jeszcze bardziej się wydłużą. Jest to realny koszt utrzymania status quo, czyli wprowadzania zmian zbyt wolno, w stosunku do tego, czego wymaga obecny stan ochrony zdrowia. Potrzebujemy zdecydowanych działań, które w realny sposób odwrócą ten trend. Stąd proponowany przez nas pakiet działań – wyjaśnił.
Strategiczne punkty
Projekt kładzie nacisk na trzy zasadnicze elementy: zwiększenie finansowania ochrony zdrowia, zracjonalizowanie usług szpitalnictwa i uszczelnienie systemu prywatnego, co już wybrzmiało w trakcie spotkania Rady Naczelnej PSL.
Ile zyskamy?
Łukasz Kozłowski wskazał na realne korzyści płynące z wprowadzonych zmian.
– Konsolidacja ubezpieczeń ma pokazać płatnikowi, że na na leczeniu pacjentów można oszczędzać. W tym momencie NFZ tego nie widzi, ponieważ nie ponosi kosztów następczych związanych np. z tym, że osoba, która nie jest leczona, pobiera zasiłek chorobowy wypłacany z funduszu ZUS. Dlatego proponujemy, żeby funkcjonalnie połączyć te fundusze tak, żeby NFZ opłacało się szybciej leczyć, gdyż będzie to się wiązało z racjonalizacją finansową po stronie jego własnego budżetu. Nie będą to jednak zmiany rewolucyjne – nie będziemy łączyć ZUS z NFZ, tylko w niektórych zakresach przeniesiemy kompetencje do płatnika, zachowując odrębność tych instytucji. ZUS nadal będzie pobierał składkę w części chorobowej. Taki system z powodzeniem działa w wielu krajach Europy Zachodniej, np. w Niemczech – wyjaśnił ekspert.
Co zatem zmieniłoby się w praktyce?
NFZ przejąłby od ZUS kompetencje w obszarze zarządzania ubezpieczeniem chorobowym, jeśli chodzi o kontrolę wydawania zwolnień lekarskich czy prowadzenia postępowań i wydawania decyzji administracyjnych, zasiłków chorobowych i rehabilitacyjnych. Natomiast ZUS nadal pobierałby składkę i zajmował się techniczną wypłatą zasiłków.
– Co byłoby tym mechanizmem motywującym dla NFZ? Otóż to, że nadwyżka z funduszu chorobowego trafiałaby do NFZ – zaznaczył Kozłowski, podkreślając, że wszystko zostało wyliczone, włącznie ze wskazaniem, skąd pochodziłaby nadwyżka funduszu chorobowego, kiedy fundusz ZUS jest deficytowy.
– Budżet państwa przejmie na siebie finansowanie zasiłków macierzyńskich i wychowawczych z funduszu chorobowego, a pozostała część będzie nadwyżką, która będzie przekazywana do NFZ – wyjaśnił.
– Budżet państwa też nie będzie stratny, ponieważ proponujemy rozszerzenie obowiązkowego świadczenia chorobowego na dodatkową grupę, czyli zleceniobiorców. Obecnie dla niektórych grup – takich właśnie jak zleceniobiorcy – chorobowe jest dobrowolne. Chcemy, żeby składka chorobowa była traktowana tak samo jak składka zdrowotna na gruncie np. wyliczania wymiaru składki zdrowotnej od podstawy opodatkowania w PIT, co automatycznie generuje większe wpływy do funduszu chorobowego – stwierdził ekonomista.
– W efekcie budżet państwa ma większe wpływy, jednocześnie zwiększa się wymiar funduszu chorobowego, co sprawia, że także NFZ ma większe wpływy ze składki zdrowotnej. Fundusz chorobowy poprzez wprowadzenie mechanizmu dotacji na pokrycie kosztów zasiłków macierzyńskiego i opiekuńczego z budżetu państwa ma nadwyżkę na starcie w wysokości 5 mld zł. Kolejne 6 mld zł to pieniądze zaoszczędzone na zwolnieniach lekarskich jako mechanizm motywacyjny dla NFZ. To pokazuje płatnikowi, że opóźnianie leczenia nie będzie się opłacało, gdyż będzie skutkowało zwolnieniami chorobowymi. To już nie będzie czysta oszczędność – wyjaśnił Łukasz Kozłowski.
Jako drugi ważny element zmian po stronie kosztowej Narodowego Funduszu Zdrowia ekspert wskazał ustawę podwyżkową z 2022 roku.
– W tym wypadku proponujemy rozwiązanie zrównoważone, w którym nie ma mowy o obcięciu wynagrodzeń personelu medycznego. Zmiana dotyczy sposobu waloryzacji. Ta będzie dostosowana do realnych możliwości systemu i będzie oparta na inflacji powiększonej o 20 proc. wzrostu. Podwyżka będzie dokonywana 1 stycznia, a nie 1 lipca każdego roku, tak jak odbywa się to do tej pory. Obecny, lipcowy mechanizm się nie sprawdza, ponieważ nie pozwala na planowanie budżetu płatnikowi. W tym momencie NFZ ma swój plan finansowy, ale wciąż nie wie, ile będzie wydawał w drugiej połowie roku, dlatego że nie zna wskaźników inflacyjnych. Tylko ten jeden ruch wygeneruje 7 mld zł oszczędności. Natomiast w skali 10 lat to będzie skumulowane do kwoty 233 mld zł dla systemu – wyliczył.
– Dziś system ochrony zdrowia stał się niewydolny. Z tego powodu pacjenci kupują świadczenia w sektorze prywatnym, który nie zawsze jest widoczny z poziomu płatnika. Chcemy odbudować ten system i stworzyć mechanizm, który zbuduje zachęty do tego, żeby każde świadczenie było ewidencjonowane. Takie całościowo ujęte zmiany pozwolą na zapełnienie luki, jaką jest dostęp do danych zdrowotnych, i w konsekwencji na lepsze planowanie polityki zdrowotnej państwa – podsumował Łukasz Kozłowski.
Przeczytaj także: „Reforma ustawy o zawodach pielęgniarki i położnej”, „Co ze składką zdrowotną?”, „Składka czy podatek – oto jest pytanie” i „Niezdrowe nożyce”.
Menedżer Zdrowia, PSL

