PAP/Marcin Obara
PAP/Marcin Obara

Chrupiące bułeczki

Udostępnij:

– Sytuacja z wyceną świadczeń zdrowotnych przypomina sposób ustalania cen w scentralizowanej gospodarce – na przykład w PRL. Pamiętam, gdy szef Ministerstwa do spraw Cen zapowiadał, że ceny, ustalone przez niego na odpowiednim poziomie zapewnią dostatek chrupiących bułeczek. Nie zapewniły – podobnie jest z procedurami medycznymi – komentuje w „Menedżerze Zdrowia” Krzysztof Bukiel.

  • Publikujemy tekst z cyklu „Kto da więcej, kto da mniej – wyceniamy świadczenia zdrowotne”
  • To komentarz Krzysztofa Bukiela, byłego przewodniczącego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy
  • Ekspert w swoim stylu, pisząc o wycenach, zwraca uwagę na samooskarżanie się decydentów, krytykuje Narodowy Fundusz Zdrowia i nawiązuje do PRL

„Menedżer Zdrowia” w cyklu „Kto da więcej, kto da mniej – wyceniamy świadczenia zdrowotne” pisze o wycenie świadczeń zdrowotnych finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Cytowani eksperci zwracają uwagę, że niektóre świadczenia są wycenione za wysoko, a inne za nisko – to powoduje, że na wykonywaniu jednych świadczeń szpitale zarabiają aż za dużo, a na innych tracą. Oczywistym skutkiem jest, że pewna pomoc jest nie tylko łatwiej dostępna dla pacjentów, ale – wręcz – nadużywana, a dostęp do innego leczenia jest deficytowy.

Chciałoby się napisać, że to nic nowego i na tym można by skończyć. Komentuję jednak, bo głosy w dyskusji stanowią zbiór dobrych argumentów za słusznością tezy o patologicznej istocie obecnego systemu ochrony zdrowia jako całości oraz za koniecznością wprowadzenia zmian. O nieprawidłowościach w wycenie świadczeń refundowanych mówią przedstawiciele Narodowego Funduszu Zdrowia, Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji oraz Ministerstwa Zdrowia. Podejrzewam, że w ich własnych ocenach są to wyrazy troski o sprawność systemu. W rzeczywistości jednak jest to samooskarżanie się, bo to oni odpowiadają za ten stan rzeczy i doprowadzili do niego. Przy okazji jest to dowód na słuszność tezy, że Narodowy Fundusz Zdrowia jest najsłabszym (merytorycznie) ogniwem systemu publicznej ochrony zdrowia w Polsce – o tym pisałem w tekście „Najsłabsze ogniwo to Narodowy Fundusz Zdrowia”. Bo czy można sobie wyobrazić merytorycznego, racjonalnego i odpowiedzialnego płatnika, który beztrosko naraża się na straty finansowe, wyceniając zbyt wysoko niektóre świadczenia albo zaniża wycenę wielu świadczeń, co powoduje, że szpitale nie chcą ich udzielać, a pacjenci nie mogą ich uzyskać? NFZ jednak przed nikim nie odpowiada, z nikim nie konkuruje, z nikim go nie można porównać, nie można z niego zrezygnować. Chociażby robił największe głupstwa, nic mu nie grozi.

Podczas, gdy osoby odpowiedzialne za stan publicznej ochrony zdrowia w Polsce mówią, że wycena świadczeń refundowanych przez NFZ jest niewłaściwa, inne osoby podpowiadają, co w tej wycenie należy zmienić. Biorą się za wycenę, zamiast pozostawić to podmiotom do tego powołanym. Najwyraźniej nikt tych podmiotów nie traktuje poważnie i nie ma do nich zaufania. To tak, jakbyśmy chcieli roznosić listy zamiast listonosza, pilnować porządku zamiast policjanta lub gasić pożar zamiast strażaka.

Trzeba się zastanowić, czy taki sposób wyceny świadczeń, jaki obecnie formalnie obowiązuje, jest dobry i daje gwarancję efektywności systemu. W systemie, jaki mamy – scentralizowanym, zmonopolizowanym przez jednego płatnika, zależnym od Ministerstwa Zdrowia i rządu jako całości – wydaje się racjonalny. Centralna instytucja ocenia wystandaryzowane sprawozdania o kosztach ponoszonych przez określone podmioty i określa relacje kosztowe między świadczeniami. Do tego NFZ dopasowuje swoje możliwości finansowe i gotowe. W praktyce jednak okazuje się to niewłaściwe. Te standaryzowane sprawozdania wcale nie są takie „standardowe”, pojawiają się różne nieformalne naciski od określonych osób (środowisk, firm, polityków), szpitale są nieporównywalne pod wieloma względami. Wspominają o tym eksperci cytowani przez „Menedżera Zdrowia”.

Sytuacja przypomina sposób ustalania cen w scentralizowanej gospodarce – na przykład w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Najpierw była to Państwowa Komisja Cen, później, przez krótki okres, Ministerstwo do spraw Cen.

Pamiętam, gdy jednorazowy szef tego resortu zapowiadał, że ceny, ustalone przez niego na odpowiednim poziomie, zapewnią dostatek chrupiących bułeczek [chrupiące bułeczki w okresie PRL były symbolem dobrobytu – red.]. Nie zapewniły i nie była to wina samego ministra, ale koncepcji centralistycznej polityki cenowej, która siłą rzeczy nie uwzględniała ogromu czynników wpływających na koszty, opłacalność, a w konsekwencji na ceny towarów.

Jak zatem wyceniać refundowane świadczenia zdrowotne?

Obawiam się, że w systemie, jaki jest obecnie, nie ma dobrej, to jest efektywnej, elastycznej i adekwatnej metody, która zapewni sprawność systemu. Podobnie jak nie było takiej metody w scentralizowanej gospodarce. Wierzę jednak, że gdyby płatnicy za refundowane świadczenia zdrowotne konkurowali ze sobą o ubezpieczonych, byliby niezależni od polityków, musieliby zbilansować się, aby przetrwać i nie zbankrutować – znaleźliby na to sposób. Tak, jak znaleźli producenci chrupiących bułeczek po upadku PRL.

Komentarz Krzysztofa Bukiela, byłego przewodniczącego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Przeczytaj także: „Pacjent drogi wyparł pacjenta taniego”„Mały szpital, duży problem”„Wyceniamy świadczenia zdrowotne – minister zapowiedziała zmiany” i „Kto da więcej, kto da mniej?”.

Więcej o wycenach świadczeń zdrowotnych po kliknięciu w poniższy baner.

 
 
© 2026 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.