Nadwykonania uczyniły nas wolnymi ►
– Kiedyś nadwykonania były płacone degresywnie. O tym chyba wszyscy zapomnieliśmy i poczuliśmy się wolni – powiedział wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski.
Jednym z uczestników sesji „Dygitalizacja i finansowanie systemu ochrony zdrowia” zorganizowanej podczas konferencji Priorytety w Ochronie Zdrowia 2026 był wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski.
Przedstawiciel resortu mówił o nadwykonaniach.
Fragment wystąpienia poniżej, pod nim dalsza część tekstu.
– Przede wszystkim celem naszej pracy w Ministerstwie Zdrowia jest to, aby system ochrony zdrowia był wydolny i racjonalny. To ważne, bo w ostatnich latach pozwoliliśmy sobie na swobodę funkcjonowania – stwierdził wiceszef resortu, dopowiadając, że chodzi o obowiązujący ryczałt, w przypadku którego są oczekiwania, że Narodowy Fundusz Zdrowia zapłaci za nadwykonania, czyli coś ponad umowy.
– Nadwykonania były płacone degresywnie. O tym chyba wszyscy zapomnieliśmy – podkreślił, przypominając, że wie, o czym mówi, bo w ten sposób miał płacone za leczenie, kiedy był dyrektorem Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.
Przypomnijmy, przez lata w polskim systemie ochrony zdrowia było tak, że NFZ płacił za nadwykonania mniej niż 100 proc. ich wartości, stosując mechanizm degresywny.
W skrócie, im więcej zabiegów ponad limit wykonał szpital, tym niższą stawkę otrzymywał od NFZ. Dlaczego? Logika była następująca – skoro podmiot i tak już działa, ma opłacony personel, prąd i budynek w ramach podstawowego kontraktu, to dodatkowy pacjent generuje jedynie koszty zmienne. Proponowano zatem na przykład 100 proc. ceny za leczenie pacjentów w ramach limitu, a 50–70 proc za tych nadliczbowych.
– Za to, co byłoby zapisane w umowie, zawsze miałem płacone planowo. O tym należy pamiętać, zarządzając podmiotami. Warto to przypominać, bo spłacanie nadwykonań sprawiło, że poczuliśmy się wolni – podsumował Tomasz Maciejewski.
Przeczytaj także: „Za dużo szpitali – to nie wypali” i „Jak (po)radzą sobie nowe technologie w medycynie?”.
Menedżer Zdrowia

