Medycyna alternatywna – wizja zgubna i naiwna
Chore na raka piersi, które oprócz konwencjonalnego leczenia stosują metody alternatywne, mają o 45 proc. wyższe pięcioletnie ryzyko zgonu niż te otrzymujące standardową terapię.
Powyższe wynika z badań opisanych w tekście „Use of Complementary and Alternative Medicine in the Management of Breast Cancer”1 opublikowanym w „JAMA Network”.
Medycyna alternatywna
Innowacje w chirurgicznym i medycznym leczeniu raka piersi w ciągu ostatnich kilku dekad doprowadziły do istotnego zmniejszenia zachorowalności związanej z leczeniem i wydłużenia całkowitego przeżycia. Jednak pomimo postępów w tradycyjnych terapiach, takich jak chirurgia, chemioterapia, radioterapia, terapia hormonalna i immunoterapia, część pacjentów nadal wybiera medycynę komplementarną i alternatywną (CAM).
Wyniki analizy ponad 2 mln kobiet, u których rozpoznano raka piersi w latach 2011–2021. Prawie wszystkie chore (98 proc.) otrzymywały standardowe leczenie. Zaledwie 273 kobiety wybrały metody alternatywne, a 568 stosowało obie formy leczenia.
Odsetki pięcioletnich przeżyć wyniosły:
- 85 proc. w grupie otrzymującej standardowe leczenie,
- 81 proc. wśród chorych na terapii łączonej,
- 60 proc. w grupie stosującej tylko metody niekowencjonalne
- 48 proc. wśród kobiet, które leczenia nie podjęły.
Chore otrzymujące obie terapie najczęściej rezygnowały z hormonoterapii i radioterapii.
Choć w omawianym badaniu dotyczącym pacjentek z rakiem piersi stosowanie medycyny alternatywnej (CAM) zamiast terapii tradycyjnych było rzadkie, wiązało się ze skróceniem przeżycia w raku piersi.
To informacja, że wskazane są dalsze badania dotyczące medycyny alternatywnej w tej populacji.
Wizja zgubna i naiwna
– Rozmawiając z moimi pacjentkami zauważyłam, że za wszelką cenę chcą zrobić dla siebie coś dodatkowego, mają silną potrzebę działania, chcą mieć wpływ na leczenie i szansy na to upatrują w tzw. metodach alternatywnych, niekonwencjonalnych. Szczęśliwie większość z nich pozostaje przy tradycyjnym leczeniu, które im proponujemy. Dlatego zmieniliśmy sposób rozmowy z nimi. Pytamy wprost, czy biorą coś dodatkowego, jak się czują, czy chcą pracować, czego potrzebują. Wychodzimy z inicjatywą, aby wskazać tym chorym prawidłową drogę. Jesteśmy wtedy w stanie wskazać im działania, które poprawią im komfort życia, ale nie będą szkodzić. Proponujemy im jogę, sport, zażywanie witaminy D. Zwracamy szczególną uwagę na te chore, które mówią, że chciałyby zrobić jeszcze coś więcej – mówi dr n. med. Joanna Grabowska-Kufel z Katedry i Zakładu Elektrokardiologii Uniwersytetu Medycznego Wielkopolskiego Centrum Onkologii.
Ważne!
Pacjent, który leczy się tradycyjnie i wspomaga terapię metodami alternatywnymi, ale nie mówi o tym lekarzowi prowadzącemu, najczęściej sprowadza na siebie kłopoty. Nie zawsze bowiem wie, że leki stosowane w tzw. metodach alternatywnych mogą wchodzić w interakcje z leczeniem tradycyjnym, wywoływać lub pogłębiać niepożądane działania, albo osłabiać siłę stosowanego leczenia.
Przypis:
Przeczytaj także: „Koniec z leczeniem bez uprawnień?”, „Jerzy Zięba porównał chemioterapię do cyklonu B”, „Wlewy z witaminy C i kurkuminy to nie jest leczenie”, „Jak to się stało, że Termedia wygrała proces z Ziębą? – uzasadnienie do wyroku” i „Bartłomiej Chmielowiec kontra szarlatani”.
