Armia potrzebuje nie tylko czołgów i samolotów, lecz także medycyny przyszłości
– Wyszkolonego żołnierza nie da się zastąpić tak szybko jak sprzętu. Dlatego równie ważna jak modernizacja armii jest inwestycja w zdrowie człowieka. Chcemy wiedzieć, jak organizm reaguje na stres i przeciążenia, zanim pojawi się problem – wyjaśnia prof. Ewelina Maculewicz, biolog molekularny i genetyk z Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej (WIML).
Prof. Ewelina Maculewicz zwraca uwagę, że nowoczesna armia zaczyna się od żołnierza, a on nie jest robotem z fabryki, tylko żywym organizmem, który ma swoje biologiczne granice.
– Możemy inwestować gigantyczne sumy w najnowocześniejszy sprzęt, ale jeśli nie będziemy inwestować również w zdrowie, sprawność psychofizyczną i odporność ludzi, nie wykorzystamy pełni możliwości tej technologii – podkreśla prof. Maculewicz. – Dlatego w WIML interesuje nas coś więcej niż tylko leczenie zaistniałych chorób. Naszym celem jest wyprzedzenie faktów, czyli głęboka profilaktyka. Chcemy precyzyjnie wiedzieć, jak organizm konkretnego człowieka reaguje na ekstremalne przeciążenia, stres pola walki, niedobory snu, intensywny wysiłek fizyczny czy wieloletnią służbę w skrajnie trudnych warunkach – dodaje.
Genetyka elementem bardzo skomplikowanej układanki
Prof. Ewelina Maculewicz zauważa, że to właśnie w tym miejscu swoją kluczową rolę znajduje współczesna biologia molekularna i genetyka. Przy czym genetyka jest tylko jednym z elementów, choć niezwykle ważnym, bardzo skomplikowanej układanki.
– O tym, jak ostatecznie funkcjonujemy w ekstremalnych warunkach, decyduje tak zwany fenotyp, czyli wypadkowa naszych genów oraz środowiska. Składają się na to m.in. genom człowieka, codzienna aktywność fizyczna, dieta, higiena snu, poziom chronicznego stresu czy nawet wpływ wcześniejszych doświadczeń życiowych i przebyte infekcje – wyjaśnia.
– To jest jeden z absolutnie kluczowych projektów medycyny przyszłości, który realizujemy w naszym instytucie. Nie badamy wyłącznie tego, jakie uwarunkowania genetyczne ma żołnierz, ale sprawdzamy, jak skrajne czynniki środowiskowe modyfikują jego materiał genetyczny podczas służby – tłumaczy.
I dodaje, że pilotowanie odrzutowców, skoki spadochronowe z ogromnych wysokości, praca w systemach radarowych, ekspozycja na substancje toksyczne czy toksyczny stres pola walki generują wysoki stres oksydacyjny.
– Wolne rodniki dosłownie bombardują jądra komórkowe, co może prowadzić do mutacji i pęknięć nici DNA – wyjaśnia naukowiec.
Zaawansowane testy cytogenetyczne
Prof. Maculewicz zapewnia, że w instytucie są w stanie te uszkodzenia fizycznie monitorować za pomocą zaawansowanych testów cytogenetycznych, badając różne aberracje chromosomowe.
Co więcej, w WIML analizowana jest aktywność genów białek odpowiedzialnych za naprawę DNA.
– Jeśli żołnierz ma wrodzone, mniej efektywne warianty enzymów naprawczych, a jego chromosomy wykazują wysoki stopień uszkodzeń strukturalnych, to dla nas czerwony alert. Taki człowiek potrzebuje pogłębionej diagnostyki i objęcia opieką i profilaktyką medyczną, zanim zmiany staną się nieodwracalne i doprowadzą do chorób somatycznych – podsumowuje prof. Ewelina Maculewicz.
Przeczytaj także: „Żeby leczyć, trzeba najpierw zrozumieć”.


