Z choroby otyłościowej się nie wyrasta
– Za chorobę otyłościową u polskich dzieci w zdecydowanej większości przypadków odpowiada nadmiar zjadanych kalorii. Dlatego świadomość, ile, co i w jaki sposób jeść, powinna być kształtowana już od narodzin. Pierwsze smaki docierają do dziecka z wód płodowych, a samodzielne jedzenie powinno zaczynać się od szóstego miesiąca życia – mówi Magdalena Marciniszyn.
- Publikujemy rozmowę z Magdaleną Marciniszyn, specjalistką pediatrii, certyfikowaną lekarką Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości i doradczynią laktacyjną
Gdzie kończy się nadwaga, a zaczyna choroba otyłościowa u dzieci?
Jeśli chodzi o dzieci, to korzystamy z siatki centylowej BMI. Z nadwagą u dziecka mamy do czynienia, gdy wynik mieści się między 85. a 95. centylem, z otyłością – powyżej 95. centyla. Trzeba też zaznaczyć, że pod uwagę bierzemy cztery zmienne:
- płeć,
- wiek,
- masę ciała,
- wzrost.
Najczęściej chorobę otyłościową diagnozuje się podczas bilansów zdrowia?
Niestety, nie wszystkie dzieci zgłaszają się na bilans, dlatego właśnie ciężko jest wcześnie wyłapać te, które nadmiernie przybierają na masie. Mamy problem.
Jak duży, pokazuje miejsce, które zajmujemy w Europie, jeśli chodzi o chorobę otyłościową u dzieci. To ósma pozycja, a problem narasta…
Gdy weszliśmy do Unii Europejskiej, kiedy otworzyły się rynki, wtedy przyszły do nas bary szybkiej obsługi, fastfoody, liczne przekąski. Niemal w tym samym czasie dostaliśmy do dyspozycji przenośne telefony. Potem była pandemia, gdy dzieci pozostawały w domach i nie miały wiele ruchu. To są momenty, kiedy ten problem zaczął przybierać na sile.
Z otyłości się wyrasta, jak się potocznie myśli?
Nie, z otyłości się nie wyrasta. Dlatego, że jest to choroba, czyli problem złożony. Składa się na nią styl jedzenia, aktywność fizyczna, po części genetyka, stan zdrowia, choroby towarzyszące.
Jaki jest mechanizm choroby otyłościowej? To niedobór hormonu GPL-T1, nadmiar greliny?
Nie idźmy tak daleko. Tak naprawdę za otyłością tylko u 10 proc. dzieci stoją uwarunkowania genetyczne lub hormonalne. Czyli takie, które rzeczywiście możemy uchwycić w badaniach i zdiagnozować jako chorobę. Natomiast u 90 proc. z nich otyłość powstaje z powodu spożywania nadmiaru kalorii w stosunku do ich wydatkowania. U dzieci robimy badania, by wykryć ewentualne powikłania choroby otyłościowej.
Jeśli dziecko z podejrzeniem choroby otyłościowej pojawia się w gabinecie u pediatry, czy robi się badania, by stwierdzić, czy choroba ma podłoże genetyczne, hormonalne, czy też jest nabyta?
Robimy podstawowe badania w kierunku powikłań, chociażby oceniamy funkcje tarczycy. W badaniu lekarskim cechy chorób genetycznych są widoczne w dużej mierze gołym okiem. Podobnie jak cechy niektórych chorób hormonalnych. Kiedy mamy podejrzenie, że może to być genetyka lub hormony, to oczywiście rozszerzamy zakres badań. Jeśli jednak choroba wynika z nadmiaru kalorii, to robimy panel badań, dla choroby otyłościowej, który sprawdza funkcje wątroby, nerek, tarczycy, by zobaczyć, czy ta choroba nie sięga głębiej, czy są już powikłania.
Choroba otyłościowa pozostawia nie tylko ślad w ciele, ale też w psychice…
To nie tylko powikłania metaboliczne, ale też mentalne. Choroba jest widoczna nie tylko na skórze i w sylwetce, lecz także w psychice. Wciąż jednak często otyłość postrzegamy jako defekt kosmetyczny lub rozwojowy, wierząc, że dziecko wraz z wiekiem wyszczupleje. To bardzo powierzchowna ocena, bo choroba otyłościowa to zaburzenie metaboliczne, dotyczące gospodarki lipidowej i glukozowej. W pierwszej kolejności tak naprawdę nie leczymy choroby otyłościowej, tylko próbujemy przywrócić metabolizm na prawidłowe tory.
Czy chorobę otyłościową u dzieci leczy się tak samo jak u dorosłych? Wiadomo, że dieta i ruch nie wystarczą?
Tak, dieta i ruch nie wystarczą, chociaż są absolutną bazą. Bez niej nie wychodzimy dalej. Natomiast oczywiście są inne metody leczenia, chociażby farmakoterapia i chirurgia bariatryczna. W leczeniu dzieci zarejestrowane mamy dwa leki. Pierwszy od szóstego roku życia, a drugi można stosować od dwunastego. Natomiast one absolutnie nie eliminują konieczności zmian w stylu życia, pracy z rodziną. Jeśli chodzi o chirurgie u dzieci, to naprawdę sięgamy po nią wtedy, gdy wysokospecjalistyczna, długa opieka nad dzieckiem nie przyniosła oczekiwanych rezultatów.
Na otyłość dziecka pracujemy jeszcze dużo wcześniej, zanim się ono narodzi?
Coraz częściej mówi się o tym, że na tzw. programowanie metaboliczne płodu i noworodka może wpływać dieta kobiety ciężarnej, a nawet dieta jeszcze sprzed ciąży. Ogromne znaczenie ma nie tylko to, czy dziecko było żywione piersią czy butelką, jak dziecko miało rozszerzoną dietę, ale także stan zdrowia matki w okresie ciąży.
Pierwsze tysiąc dni życia, czyli okres ciąży i dwa pierwsze lata życia również są ważne w budowaniu metabolizmu, nawyków żywieniowych u dziecka. To między innymi częstotliwość karmienia, uczenie panowania nad głodem, sytością, uczenie świadomego jedzenia. Nie zawsze rodzice, a nawet placówki, do których trafia dziecko, mają wiedzę o tym, czym jest zdrowe jedzenie. Wraz z wiekiem przychodzi coraz większa samodzielność dziecka, również w zakresie samodzielnego kupowania jedzenia.
Co i jak powinna jeść kobieta w ciąży, by nie programować tkanki tłuszczowej u dziecka?
Kobieta ciężarna powinna jeść zgodnie z zasadami zdrowego żywienia, czyli talerza zdrowego żywienia. Jeśli jej dieta odbiega od tych zasad, to już powinna się bardzo poważnie zastanowić chociażby nad spotkaniem z dietetykiem i ustaleniem swojej diety. Istotne jest pilnowanie odpowiednich przyrostów masy ciała, które odnoszą się do konkretnych trymestrów ciąży.
Nie jeść zatem za dwoje i nie spełniać każdej zachcianki?
Odchodzimy absolutnie od tego, że je się za dwoje w ciąży. Je się dla dziecka i dla siebie, by zachować zdrowie. A jeśli chodzi o zachcianki, to wszystko w granicach zdrowego rozsądku i zachowania odpowiedniej ilości kalorii. Ważne jest unikanie przetworzonych produktów z tłuszczami nasyconymi, wysokokalorycznych.
Już w brzuchu kształtuje się smaki dziecka?
Potrawy, które mama spożywa, te bardziej różnorodne, pachnące, intensywne – rozmaryn, czosnek, cebula nadają smak i zapach wodom płodowym, które dziecko cały czas połyka i wydala. W związku z tym jak się dziecko rodzi, to bywa już obeznane z pewnymi smakami. Jeśli mama karmiąca wyłącznie piersią zjada rozmaite zdrowe produkty, nawet chili, czosnek, cebulę, to mleko też pachnie olejkami eterycznymi z tych produktów. Dlatego jest teoria, że dzieci, których mamy jedzą różnorodnie i zdrowo, chętnie jedzą potem takie produkty, ponieważ one już gdzieś ten smak, zapach poznały wcześniej. Teoretycznie dzieci karmione mieszanką, która ma zawsze ten sam smak, skład, mogą gorzej akceptować inne smaki, co wcale nie jest prawdą. Nad tą kwestią cały czas toczą się dyskusje. Cała sprawa bardziej wynika z tego, jak dziecko miało prezentowane pokarmy, w jakiej częstości czy nawet nastroju mamy podczas karmienia. I tu pojawiają się te psychologiczne aspekty: czy mama była spokojna, czy potrafiła uspokoić dziecko, czy reagowała na jego głód i apetyt.
Mamy przewrót w tym, co jeszcze nie tak dawno zalecało się karmiącym, czyli eliminację intensywnych przypraw, egzotycznej kuchni?
Jesteśmy obywatelami świata. Mamy otwarte wrota na cały świat. Przywozimy smaki z wakacji, na półkach dostępne są produkty z całego świata. Kobiety mają swoje ulubione kuchnie, czasem egzotyczne: indyjską, japońską albo te mniej egzotyczne: włoską, hiszpańską. Jeśli młoda mama je i dobrze się po tym wszystkim czuje, jedzenie zapewnia jej składniki odżywcze i kalorie w odpowiedniej ilości, to po urodzeniu dziecka może to nadal jeść. Dziecko ma prawo korzystać z tego, co w tej rodzinie jest dobrego, wypracowanego, zdrowego. Żywienie w ogóle idzie w tym kierunku, by było jak najmniej przetworzone i zdrowe. Powinniśmy korzystać z produktów świeżych, ogólnodostępnych.
Czy warto też dziecko nauczyć regularności w posiłkach?
Tak, to jedna z istotniejszych rzeczy. Na przykład u kobiet karmiących często pojawia się chaos karmieniowy, czyli zbyt mało, za dużo, zbyt długie, zbyt krótkie karmienia. Dziecko płacze, pręży się, mama jest obolała po porodzie. Poukładanie karmienia jest właśnie wyrabianiem świadomości dziecka. Uczeniem, że jedzenie może być przyjemne, że nie boli po nim brzuch. Mama ma się czuć pewnie w swojej roli i karmić tak dziecko, żeby ono było najedzone, a nie przejedzone czy głodne. Gdy wprowadzamy te zasady, dziecko i mama zaczynają być spokojniejsze. To przynosi efekty.
A co z karmieniem piersią na żądanie?
Karmienie na żądanie jest, ale w trochę innym ujęciu. Bo żądać karmienia może nie tylko dziecko, ale również mama. O tym zapominamy, że jest osoba karmiona i osoba karmiąca, i obie strony mają prawo mieć żądania. Jeśli mama uważa, że dziecko za długo nie jadło, to ma prawo po prostu podać mu pokarm. Natomiast jeśli dziecko żąda zbyt często, a ma wysoki przyrost masy ciała, to mama powinna zgłosić się do specjalisty i skonsultować, dlaczego tak jest. Może popełniają jakiś błąd.
Od czego zaczynać i kiedy wprowadzać pokarmy stałe, by kształtować zdrowe nawyki od pieluchy?
Rozszerzać dietę powinniśmy po skończonym szóstym miesiącu życia dziecka. Dlatego, że dziecko jest gotowe, nie tylko z rozwojowego punktu, ale ma też już odpowiednio wykształcone odruchy dotyczące pobierania jedzenia, połykania, odruchów obronnych. W tej chwili nie ma produktów, które są bardzo polecane albo absolutnie niepolecane na początek. Możemy zacząć od warzyw albo od kaszek, możemy od razu podawać dwuskładnikowe pokarmy, albo też jednoskładnikowe. Jest tutaj duża dowolność. Natomiast nacisk kładzie się na to, by konsystencja i przygotowanie były dobrze dobrane do wieku dziecka, a ogromną uwagę przykłada się do obserwacji dziecka w czasie jedzenia. Czyli jaka jest jego wrażliwość na jedzenie, sensoryka, czyli jak dziecko reaguje zmysłami.
Dlaczego?
Większość zmysłów mamy umiejscowionych w głowie. Mamy wzrok, słuch, węch, smak i w sumie dotyk, bo jak dziecko je, to dotyka rączkami buzi. Często zapominamy o tych zmysłach u dziecka, robiąc z karmienia czynność mechaniczną. Łyżeczka, łyżeczka raz za razem, łyknięcie, łyknięcie. A dziecko, żeby się nauczyło jeść, musi poznać jedzenie zmysłami. Poznać, jak to pachnie, czy chrupie, czy jest obślizgłe, czy zielone, czy się w paluszkach rozpada, czy to trzeba ugryźć. Ono się uczy w taki sposób jedzenia, a tym samym wolnego jedzenia i wypełniania tego brzuszka powoli, w zależności od potrzeb.
To musi być świadome, a wielu rodziców, by dziecko zjadło, rozprasza je bajką, zabawkami…
Tak, rodzicom zależy na tym, by dziecko zjadło, bo posiłek jest przygotowany. Rodzic podaje pokarm łyżeczką, bo w ten sposób ma kontrolę nad tym, ile zjadło. Ale jednocześnie pozbawiamy dziecko decydowania o tym, czy mu to na przykład smakuje. Podawać jedzenie powinno się z wrażliwością na najmłodszych. Powinno się je obserwować. Czy to będzie papka, czy metoda BLW, najważniejsza jest obserwacja małego człowieka i dawanie mu samodzielności.
Ważne, by podążać za dzieckiem i świadomie karmić. Wyłączyć ekrany, rozmawiać z nim. Jeść razem, bo w przeciwnym razie okazuje się, że dziecko nie ma się od kogo uczyć się, jak jeść. Maluch uczy się przez odwzorowywanie. Jeśli rodzic je, to znaczy, że to jest bezpieczne. Proszę, żeby rodzice również nie wycierali dzieci po każdym kęsie, bo zakończenia smakowe są w okolicy ust i jak dzieci są umorusane, to więcej tego smaku czują. Gdy je cały czas wycieramy, to nie dość, że podrażniamy skórę, ale jeszcze zabieramy im ten smak.
Czyli brudne dziecko to zdrowe dziecko?
Brudne dziecko to zdrowe, szczęśliwe i najedzone dziecko. Wbrew temu, co sądzą rodzice, że jeśli nie mogą zmierzyć, ile dziecko zjadło, to na pewno zjadło za mało. Dziecko samo powinno decydować, czy jest już najedzone. Nie powinniśmy też dokarmiać maluchów między posiłkami: paluszki, chrupki to też jedzenie, nie przekąski. To jedzenie na okrągło. Powinniśmy żywienie dziecka – czyli częstość, jakość, wielkość posiłków – dopasowywać do schematów, które są wskazane dla określonego wieku. Ważny jest skład posiłków, czyli gęstość odżywcza, energetyczna – bardziej niż objętość. Posiłki muszą być odpowiednio skomponowane, by zawierały różnorodne witaminy, minerały, białko, błonnik, tłuszcze, węglowodany.
Dlaczego warto budować masę mięśniową w chorobie otyłościowej?
Ruch to nie tylko spalanie kalorii, ale budowanie mięśni, które są bardzo aktywne metabolicznie. Mięśnie potrzebują energii pochodzącej z glukozy. Jeśli wzmacniamy mięśnie, to zmienia się nie tylko metabolizm, ale też sylwetka. Masa mięśniowa zapobiega też nawrotom choroby otyłościowej.
Jakie wyzwania niesie praca z dziećmi z chorobą otyłościową?
Praca w gabinecie pediatry jest o tyle trudna, że musimy dotrzeć osobno do dziecka i rodzica. Przekonać ich do zmiany nawyków. Im młodsze dziecko, tym bardziej trafiamy do niego poprzez zabawę, obrazki, historie. Inaczej rozmawiamy z nastolatkiem, który leży godzinami ze smartfonem. Z mojego doświadczenia wynika, że argument „zrób to dla zdrowia” nie interesuje dziecka na żadnym etapie życia. To dla nich pojęcie abstrakcyjne, więc używanie tłumaczenia, że musi coś zrobić, by być zdrowym, to opowieść z gatunku, że poleci na Księżyc.
Jak trafiać do nastolatka?
Trzeba znaleźć rzecz, sprawę, która go zmotywuje. Niektóre nastolatki marzą o jakimś zawodzie, w którym ważna jest sprawność. Albo dziewczynka marzy o spodniach, których nie może kupić, bo skończyła się rozmiarówka. Czasami też nastolatki nie wiedzą, co skłoniłoby je do tego, by zredukować wagę, dlatego poświęcamy kilka spotkań, by się tego dowiedzieć.
Dlaczego „dieta odchudzająca” powinna zniknąć ze słownika?
Dla dzieci dieta kojarzy się z tym, że na przykład nie będą mogły jeść ulubionych potraw. A odchudzanie – że będą jeść mało i chodzić głodne. W tych słowach nie zawiera się ani leczenie, ani proces. Wywołują tylko przerażenie: co oni chcą ze mną zrobić? Warto zastąpić te słowa na przykład „planem żywieniowym”. W mojej opinii neutralny też jest zwrot „jedzenie”. W ogóle czym innym jest karmienie, czym innym jedzenie, żywienie i dieta.
Jaka jest różnica?
Karmi się kogoś. Mama – dziecko. Karmi się starszą, leżącą osobę. To jakby dawanie czegoś od siebie. Informacja, że jesteś dla mnie ważny. Żywienie jest na przykład zbiorowe, czyli daje się większej grupie. A jedzenie potrafię sobie samemu zorganizować. Jem też, bo lubię. Jem dla siebie.
Czyli dzieci powinny nauczyć się właściwie jeść?
Dzieci do pewnego momentu są karmione, a potem jedzą samodzielnie, a my co najwyżej jako społeczeństwo żywimy. No i odeszłyśmy trochę od tematu choroby otyłościowej, ale to pokazuje, jak złożony jest to temat, szczególnie u dzieci. Nie ma jednego sposobu leczenia. To trochę zabawy, zrozumienia, uruchomienia zmysłów, znalezienia sposobu, by do dzieci dotrzeć. Zastanowienia się wspólnie nad tym, dlaczego łykamy, po co nam język, dlaczego boli brzuch. To kształtowanie świadomości przy bardzo indywidualnym podejściu.
Przeczytaj także: „Co z zakazem sprzedaży kawy w szkołach?” i „Dzieci w sieci”.
PAP

