Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Autor: Andrzej Sośnierz

Przed progiem zmian?

PAP/Wojciech Olkuśnik

– Trzeba szybko wrócić do systemu ubezpieczeniowego, który w Polsce i to jeszcze w niepełnej postaci funkcjonował zaledwie trzy lata – komentuje w „Menedżerze Zdrowia” Andrzej Sośnierz.

  • W „Menedżerze Zdrowia” publikujemy felieton Andrzeja Sośnierza, posła koła Polskie Sprawy i byłego prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia

Wygląda na to, że problemy ochrony zdrowia staną się jednym z głównych tematów, wokół których będzie się koncentrować kampania wyborcza w roku 2027. Główne siły polityczne mają z tym jednak niebagatelny problem. Ponieważ to, co aktualnie się dzieje, czyli bałagan organizacyjny, brak funduszy oraz pozorny brak lekarzy, to wspólny rezultat działania obecnie i poprzednio rządzących. Choć początek dezorganizowania systemu dały rządy lewicy, która zlikwidowała dobrze zapowiadający się system kas chorych, to lewica szybko wypadła z tego zespołu destruktorów, w którym od lat dzielnie ze sobą konkurują Prawo i Sprawiedliwość i Platforma Obywatelska. Konkurują tak zawzięcie, że miałbym trudności, komu przyznać pierwsze miejsce w tym wyścigu. Obaj konkurenci w zgodzie, lecz bez porozumienia, centralizowali system opieki zdrowotnej, doprowadzając centralizację do takiego stopnia, jakiego nie osiągnięto nawet za czasów tzw. komuny. Teraz wszystko zależy od ministra, co w połączeniu z tym, że na tym stanowisku najczęściej nie stawia się organizatorów ochrony zdrowia, lecz osoby mające różne, czasem dziwne, cele lub miernoty wykonujące rozkazy osób, które również trudno nazywać jaśnie oświeconymi, daje taki skutek, że system opieki zdrowotnej systematycznie ulega dezintegracji, a naprawdę duże wzrosty nakładów finansowych nie tylko nie przynoszą żadnych efektów, ale ciągle narastają długi części placówek ochrony zdrowia.

Sprawy zaszły już tak daleko, że tego systemu po prostu nie da się naprawić. Trzeba ułożyć go na nowo i z pewnością nie zrobią tego ci, którzy go zepsuli. Przecież nie zdarza się, aby ktoś, kto konstruował lub rekomendował jakąś ustawę, wycofywał ją z obiegu. A przecież to, co się dzieje, jest prawie zawsze rezultatem wcześniejszych działań i decyzji, nic nie dzieje się ot tak, z niczego. A czy było kiedyś tak, że jeśli sprawy w państwie szły w złym kierunku, kiedy coś się nie udawało, to rządzący analizowali, dlaczego tak się stało, jakie działania przyniosły ten rezultat i czym prędzej wycofywali te błędne decyzje? Nie! Oni podejmują następne decyzje, jeszcze „lepsze”. Tak było już wielokrotnie, że kiedy centralizacja nie przynosiła dobrych efektów, to następną decyzją centralizowano jeszcze bardziej albo kiedy ograniczanie mechanizmów rynkowych i zasad ekonomii przynosiło złe rezultaty, to kolejnymi decyzjami jeszcze bardziej je ograniczano. Zwieńczeniem tego właśnie trendu są pojawiające się w kilku środowiskach pomysły, aby w ogóle zlikwidować coraz mocniej obezwładniany system ubezpieczeniowy i zastąpić go systemem budżetowym, czyli za mało tego złego, trzeba jeszcze dołożyć. Pomysłodawcy całkowicie ignorują nie tylko to, co widzą, ale także wiedzę o tym, jak działał system budżetowy w Polsce. Osobiście funkcjonowałem zarówno w systemie budżetowym jako lekarz wojewódzki i w systemie ubezpieczeniowym jako twórca oraz dyrektor Śląskiej Kasy Chorych, a także w tej psutej hybrydzie, jaką jest Narodowy Fundusz Zdrowia, jako jej prezes. Kochani, nie kombinujcie, zapytajcie! To wam powiem!

Całe moje doświadczenie życiowe wskazuje na jedno rozwiązanie. Trzeba szybko wrócić do systemu ubezpieczeniowego, który w Polsce i to jeszcze w niepełnej postaci funkcjonował zaledwie trzy lata.
Na to, że musi się coś radykalnego wydarzyć, wskazują też pojawiające się inicjatywy tworzenia zespołów, które wprawdzie jeszcze nieśmiało, ale jednak coraz odważniej zaczynają formułować różne propozycje i programy. Dobrze, że tak się dzieje. Weźmy jednak pod uwagę, że wśród nich są i takie inicjatywy, których myślą przewodnią jest to, jak zmienić, aby nic się nie zmieniło, czyli kierują się taką demokratyczną praktyką, że nieważne, kto wygra, ważne, abyśmy to zawsze wygrali MY. W dużej polityce taka zasada w Polsce jest niestety skutecznie praktykowana. Wyczuwam, że wyznawcy tej zasady już się zaczynają aktywizować w różnych przebraniach.

Tekst Andrzeja Sośnierza, posła koła Polskie Sprawy i byłego prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, opublikowano w „Menedżerze Zdrowia” 2/2026.

Przeczytaj także: „Zróbmy coś”.

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Tylko w „Menedżerze Zdrowia” Aktualności
Tagi: Andrzej Sośnierz