Choroby alergiczne lubią się łączyć
Wystąpienie jednej choroby alergicznej często zwiększa ryzyko rozwoju kolejnych. Najczęściej przybierają one formę tzw. marszu alergicznego, w którym łączą się: alergiczny nieżyt nosa, astma, atopowe zapalenie skóry (AZS) i alergia pokarmowa. Takie skumulowanie schorzeń to poważne wyzwanie, ponieważ nakładające się objawy utrudniają codzienne funkcjonowanie i zwiększają ciężkość ich przebiegu.
Współwystępowanie u jednego pacjenta kilku problemów o podłożu alergicznym dotyczy nawet ponad połowy chorych. U podłoża tego zjawiska leżą wspólne szlaki immunologiczne i wrodzona skłonność układu odpornościowego do nadmiernego reagowania na powszechne antygeny środowiskowe.
Koreańscy naukowcy (w artykule„Age-stratified comorbidity transitions and interconnected mapping of nine allergic diseases”1 z „Allergology International”) wykazują, że w ciągu ostatnich dwóch dekad dolegliwości te stały się jeszcze bardziej powszechne i uporczywe we wszystkich grupach wiekowych. Stwierdzono w nim znaczny wzrost liczby osób z wieloma współistniejącymi chorobami alergicznymi, a z czasem pojawiły się odrębne, specyficzne dla wieku wzorce wielochorobowości. Co istotne, przewlekła pokrzywka, atopowe zapalenie skóry i astma wykazywały silne powiązania z późniejszym rozwojem innych schorzeń, co wskazuje, że pełnią one kluczowe funkcje w tej złożonej sieci zależności. Co więcej, powiązania między chorobami nasilały się wraz z wiekiem, a ich kumulacja wiązała się z długotrwałym utrzymywaniem się objawów, co podkreśla przewlekły charakter tego syndromu. Odkrycia te wskazują, że problemy alergiczne często występują jako powiązane, przewlekłe schorzenia, a nie jako pojedyncze zdarzenia, co podkreśla potrzebę zintegrowanych, dożywotnich strategii ich zapobiegania i leczenia.
Trudna codzienność alergika
– Ta kumulacja chorób nieprawdopodobnie upośledza codzienne funkcjonowanie. Bo jeżeli ktoś ma jednocześnie atopowe zapalenie skóry, katar alergiczny i astmę, nawet o łagodnym przebiegu, to prowadzi to do absencji chorobowej, spadku produktywności i wyłączenia z życia w niektórych momentach. Dla uczniów to zmora, bo pamiętajmy, że najważniejsze egzaminy odbywają się wtedy, kiedy w powietrzu mamy najwięcej alergenów. Nie jest im łatwo – komentuje prof. Bolesław Samoliński, kierownik Katedry Zdrowia Publicznego i Środowiskowego oraz Zakładu Profilaktyki Zagrożeń Środowiskowych, Alergologii i Immunologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Silny katar alergiczny jest dla pacjentów bardzo kłopotliwy i istotnie obniża komfort życia. Alergicy muszą brać leki, zawsze pamiętać o chusteczkach i aplikatorach, a kichanie dopada ich w najmniej komfortowych momentach. Rano długo się rozkręcają, wieczorem są bardziej zmęczeni. Nawet więc, gdy silny katar trwa dwa, trzy tygodnie w roku, wielu pacjentów decyduje się na wieloletnie odczulanie, żeby tylko się go pozbyć.
– Jednak wbrew temu, co zwykło się sądzić, najgorsze rzeczy dzieją się nie wiosną, kiedy mamy najwięcej pyłków, lecz jesienią. To wtedy dochodzi do zaostrzeń związanych z alergenami wewnątrzmieszkaniowymi, które powodują nie tylko katar, ale też astmę. Ci pacjenci są narażeni na silny kontakt z alergenem w miejscu stałego przebywania, głównie w łóżku. Budzą się w nocy, mają zatkany nos, świszczący oddech, duszność. Następnego dnia są niewyspani, zmęczeni, nieproduktywni. Dlatego powinniśmy popatrzeć na te schorzenia jak na choroby cywilizacyjne – stwierdza specjalista.
Im szybciej wdrożone leczenie, tym lepiej
Zdaniem Polskiego Towarzystwa Alergologicznego kluczem do poprawy sytuacji tej grupy chorych jest szybsza diagnostyka, szerszy dostęp do immunoterapii, systemowa edukacja oraz lepsza koordynacja opieki.
– Najgorszy jest czas oczekiwania na wizytę u specjalisty. W miastach takich jak Warszawa oczekiwanie trwa nawet od sześciu do dziewięciu miesięcy. Problem występuje też w mniejszych miejscowościach, gdzie lekarzy tej specjalizacji jest po prostu mniej. Poza tym pacjenci, nawet ci, którzy kwalifikują się do odczulania, zbyt długo są leczeni tylko objawowo. Zdarza się, że trwa to przez długie lata, choć chora osoba ma typowe symptomy alergii wziewnych: zatkany nos, lejący katar, kaszel, świsty, swędzenie oczu. Lekarze pierwszego kontaktu zapisują leki przeciwhistaminowe, krople do oczu, sterydy donosowe. Potrzebowalibyśmy większej świadomości lekarzy rodzinnych, żeby kierowali tych pacjentów szybciej do dalszej diagnostyki i odczulania – mówi Joanna Zawadzka z Fundacji Centrum Walki z Alergią.
Niestety, dialog z decydentami, którzy mogliby wprowadzić znaczące zmiany w systemie, jest trudny, ponieważ alergia nie jest postrzegana jako choroba zagrażająca życiu – z wyjątkiem nagłego wstrząsu anafilaktycznego lub ciężkiej astmy.
– Mamy już, dzięki badaniom naukowym, pewność, że osoby cierpiące na przewlekłą astmę o ciężkim przebiegu mają znacznie większe ryzyko rozwoju przewlekłej obturacyjnej choroby płuc. Jest to choroba cywilizacyjna wieku późnego, która niestety skraca życie. To pokazuje związek epidemiologiczny, ale też kliniczny, wpływający na naszą egzystencję. Ważne jest bowiem nie tylko, jak długo żyjemy, ale też: jak żyjemy, czy jesteśmy w stanie realizować swoje marzenia, czy też są one ograniczone przez naszą niepełnosprawność. A choroby alergiczne należą do tych, które bardzo upośledza ją tę sprawność życiową – zwraca uwagę prof. Bolesław Samoliński.
Cena alergii – uważność na każdym kroku
Dokuczliwe objawy zaburzają codzienny rytm dnia, co jest szczególnie uciążliwe w ważnych momentach, takich jak egzaminy na koniec roku szkolnego. Napadowy katar, pieczenie oczu czy zmęczenie i dekoncentracja mogą bezpośrednio rzutować na wyniki ważnych sprawdzianów.
– Przez chorobę jesteśmy okradani z kontaktu ze zwierzętami i z naturą. To bywa bardzo przykre, szczególnie dla dzieci. Mój syn, który kończy właśnie szóstą klasę, przeszedł typowy marsz alergiczny: gdy był młodszy, miał alergię na mleko; gdy ona minęła, rozwinęły się alergie wziewne na trawy, drzewa i pleśnie. Miał też astmę wczesnodziecięcą, czyli całą kaskadę tych schorzeń – komentuje Joanna Zawadzka z Fundacji Centrum Walki z Alergią.
Gdy myślimy o dobrostanie pacjentów, zwykle koncentrujemy się na samych dolegliwościach somatycznych. Tymczasem problem ma wymiar wybitnie środowiskowy: chorzy nie mogą pewnych rzeczy jeść, muszą sprawdzać skład każdego produktu, często zmuszeni są sobie czegoś odmawiać.
Czołowe amerykańskie organizacje, takie jak Food Allergy Research & Education, opracowały wytyczne i tzw. „przykazania” postępowania dla osób uczulonych na orzeszki ziemne, ponieważ w USA rocznie umiera z tego powodu nawet 200 osób.
– W internet dostępny jest zestaw zasad, jak postępować w przypadku tej alergii. Jedna z nich mówi: nie jedz kanapki swojej koleżanki lub kolegi. Uważaj, bo tam może być coś, co cię uczula. To pokazuje, jak bardzo trzeba być wyczulonym na ukryte alergeny oraz reakcje krzyżowe, jakie mogą wywoływać pokarmy – mówi prof. Bolesław Samoliński.
Inne zalecenia to między innymi:
- zawsze miej przy sobie adrenalinę (w autowstrzykiwaczu),
- czytaj etykiety i dokładnie sprawdzaj składy wszystkich produktów,
- unikaj zanieczyszczeń krzyżowych – dotyczy to także żywności ze śladowymi ilościami orzechów na etykiecie.
Miej przygotowany plan działania – posiadaj pisemny plan postępowania w nagłych wypadkach, przeszkól najbliższą rodzinę, nauczycieli oraz współpracowników z używania wstrzykiwacza.
Podróżuj z ostrożnością – przed lotem poinformuj załogę o alergii, weź ze sobą własne, bezpieczne przekąski i miej leki zawsze pod ręką w bagażu podręcznym.
Czujność w przypadku alergików to podstawa, ponieważ niebezpieczne białka potrafią pojawiać się tam, gdzie byśmy się ich zupełnie nie spodziewali. Najczęściej są one ukryte pod różnymi postaciami – przykładowo mleko może występować w wędlinach czy pieczywie, seler jest częstym składnikiem gotowych mieszanek przypraw, a soja stanowi popularny dodatek do wędlin oraz produktów garmażeryjnych.
Jednak nie tylko jedzenie może stanowić zagrożenie.
– Taka osoba musi też zupełnie inaczej planować okres wakacyjny, na przykład dobrze weryfikować miejsce wyjazdu. Zdarza się bowiem, że pojedzie do domku letniskowego, w którym fatalnie się czuje. Otoczenie jest w porządku, alergenów na zewnątrz nie ma, ale w środku rozwinęły się roztocza. Dlatego alergicy często podróżują z własną pościelą. To pokazuje, że ich sytuacja to coś znacznie więcej niż tylko dolegliwości, które można leczyć objawowo – komentuje prof. Bolesław Samoliński.
Wskazuje również na to, jak mocno choroba potrafi zdezorganizować codzienność.
– Przychodzi mi na myśl przypadek mojej pacjentki sprzed wielu lat, która miała tylko jedno uczulenie, ale bardzo poważne. Kiedyś po zjedzeniu sałatki selerowej dostała wstrząsu anafilaktycznego. Okazało się, że ma bardzo silną reakcję na to warzywo. Przyszła do mnie nie po to, żeby potwierdzić diagnozę, bo to już wiedzieliśmy. Ona po prostu bała się cokolwiek jeść, ponieważ seler dodawany jest do wielu produktów. Komfort jej życia gwałtownie spadł. Moją rolą jako alergologa było wytłumaczenie jej, że może normalnie żyć, tylko musi ściśle przestrzegać diety bezselerowej, oraz pokazanie, jak robić to bezpiecznie – wyjaśnia specjalista.
Warto dodać, że w przypadku alergii pokarmowej chroniczny stres dotyczy całej rodziny.
– Strach, który towarzyszy rodzicom przy silnych reakcjach anafilaktycznych związanych z pokarmem, paraliżuje do tego stopnia, że obsesyjnie badamy wszystko, co nasze dziecko je. Sprawdzamy każdy składnik, analizujemy wszystkie pozycje, które wkładamy do koszyka. Często te dzieci są wyłączone z normalnego funkcjonowania. Wielu rzeczy nie mogą jeść nie tylko z powodu samego uczulenia, ale też z powodu lęku, że w posiłku może znaleźć się śladowa ilość jakiegoś składnika. To znacznie upośledza ich codzienne życie – opowiada Joanna Zawadzka, której 12-letni syn przeszedł dwa wstrząsy anafilaktyczne.
Przypis:
Przeczytaj także: „Alergia na pyłki nasila się przez zanieczyszczenie powietrza”.
