Zdrow(i)a asymetria
Symetria od wieków kojarzy się z harmonią i zdrowiem. Tymczasem badania pokazują, że to właśnie asymetria pozwala ludzkiemu ciału działać sprawniej. Naukowcy wyjaśniają, że asymetria to nie błąd natury, lecz jedna z jej najbardziej skutecznych strategii.
Przyzwyczailiśmy się myśleć o ludzkim ciele jak o lustrzanym odbiciu: dwie ręce, dwie nogi, dwoje oczu, połówki twarzy oddzielone pionową osią. W podręcznikach anatomii symetria osiowa uchodzi za punkt wyjścia, normę, od której dopiero zaczynają się odstępstwa. Tymczasem współczesna biologia i medycyna coraz wyraźniej pokazują, że „idealna” symetria w rzeczywistości nie istnieje, a parzystość struktur nie oznacza ich identyczności ani równorzędności. Co więcej, to właśnie drobne i większe asymetrie umożliwiają sprawne funkcjonowanie organizmu – od poziomu molekularnego po zachowanie i emocje.
Asymetryczne ułożenie serca
Już na etapie rozwoju zarodkowego ciało człowieka zaczyna odchodzić od symetrii. Klasyczne badania embriologiczne wykazały, że oś lewo-prawa ustala się bardzo wcześnie, a proces ten jest precyzyjnie regulowany genetycznie.
Ruch rzęsek w tzw. węźle pierwotnym wytwarza asymetryczny przepływ płynu, inicjując różnicowanie lewej i prawej strony ciała. Bez tego kontrolowanego zaburzenia symetrii nie doszłoby do prawidłowego rozmieszczenia narządów wewnętrznych. Serce, wątroba czy śledziona nie są bowiem rozmieszczone przypadkowo, lecz zgodnie z planem, który z definicji jest asymetryczny.
Asymetria narządów wewnętrznych bywa postrzegana jako oczywistość, jednak jej znaczenie funkcjonalne często bywa niedoceniane.
Dobrym przykładem jest serce, które anatomicznie znajduje się w śródpiersiu, czyli centralnej części klatki piersiowej, między płucami. O jego asymetrycznym charakterze nie decyduje proste przesunięcie na jedną stronę, lecz złożona orientacja przestrzenna i budowa: skręt osi serca, nierównomierny rozkład masy oraz odmienne funkcje poszczególnych jam. Taka organizacja nie jest przypadkowa – umożliwia wydajne tłoczenie krwi i precyzyjne dostosowanie pracy układu krążenia do potrzeb organizmu.
Równie fascynującym przykładem jest mózg. Choć z zewnątrz półkule mózgowe wyglądają podobnie, ich funkcje są wyraźnie zróżnicowane. Już w latach 60. XX wieku Roger Sperry, badając pacjentów po komisurotomii (przecięciu spoidła wielkiego w celu leczenia padaczki), pokazał, że lewa i prawa półkula przetwarzają informacje w odmienny sposób. Późniejsze badania neuroobrazowe potwierdziły, że lateralizacja funkcji językowych, emocjonalnych i przestrzennych jest regułą, a nie wyjątkiem. Autorzy jednej z takich prac pisali wprost, że funkcjonalna asymetria mózgu zwiększa jego wydajność, ograniczając konkurencję między sieciami neuronalnymi.
Dominujące oko, ręka i noga
Asymetria dotyczy także narządów zmysłów i aparatu ruchu. Choć mamy dwoje oczu, obraz, który widzimy, nie jest prostą sumą dwóch identycznych sygnałów. Dominacja jednego oka, podobnie jak dominacja ręki czy nogi, stanowi przykład funkcjonalnej parzystości, w której jeden element przejmuje rolę wiodącą. Badania opublikowane w „Journal of Neuroscience” wykazały, że taka dominacja poprawia precyzję ruchów i skraca czas reakcji. Autorzy zauważali, że próby „wyrównania” tej asymetrii, na przykład poprzez trening obu rąk w identycznym stopniu, nie zawsze przynoszą oczekiwane efekty i mogą wręcz pogarszać koordynację.
Również twarz, często oceniana przez pryzmat symetrii, okazuje się bardziej złożona, niż sugerują potoczne wyobrażenia. Przez lata sądzono, że im bardziej symetryczna twarz, tym jest ona atrakcyjniejsza i zdrowsza. Jednak ostatnio stwierdzono, że zależność ta jest słabsza, niż przypuszczano. Autorzy zwracali uwagę, że niewielkie asymetrie mimiczne są nie tylko naturalne, ale wręcz niezbędne do prawidłowej ekspresji emocji. Twarz idealnie symetryczna bywa odbierana jako nienaturalna, a nawet niepokojąca, co ma znaczenie zarówno w relacjach społecznych, jak i w ocenie stanu zdrowia psychicznego.
W medycynie klinicznej pojęcie asymetrii długo funkcjonowało głównie jako sygnał alarmowy. Asymetryczne ułożenie barków, nierówne źrenice czy różnice w sile mięśniowej traktowano jako objaw choroby. Współczesne podejście jest bardziej wyważone. Ważne jest odróżnienie asymetrii fizjologicznej od patologicznej. Asymetria sama w sobie nie jest chorobą, lecz cechą organizmu – chorobą staje się dopiero wtedy, gdy przekracza zakres adaptacyjny.
Ta adaptacyjna rola asymetrii widoczna jest także na poziomie molekularnym. Białka, enzymy i struktury komórkowe często mają budowę chiralną, czyli „skręconą” w jedną stronę. Taka parzystość bez symetrii umożliwia precyzyjne dopasowanie cząsteczek i sprawne reakcje biochemiczne. Już opisywano, że życie oparte jest na selektywnej asymetrii, a próba jej „uproszczenia” prowadziłaby do chaosu metabolicznego.
Z perspektywy ewolucyjnej asymetria okazuje się niezbędnym narzędziem selekcji. Organizmy całkowicie symetryczne są rzadkością w świecie żywym, a jeśli się pojawiają, zwykle należą do prostych form życia. U człowieka umiarkowana asymetria bywa wręcz wskaźnikiem zdrowia, świadcząc o elastyczności rozwojowej organizmu. Zdolność do tolerowania drobnych różnic w budowie zwiększa szanse przetrwania w zmiennym środowisku.
Wszystko to prowadzi do wniosku, że parzystość w ludzkim ciele nie oznacza identyczności, a symetria nie jest celem samym w sobie. Ciało działa sprawnie właśnie dlatego, że potrafi odejść od geometrycznego ideału. Asymetria umożliwia specjalizację, oszczędność energii i szybsze reagowanie na bodźce. W tym sensie jest nie tyle kompromisem, ile wyrafinowaną strategią biologiczną.
W kulturze symetria wciąż bywa utożsamiana z doskonałością, jednak nauka coraz wyraźniej pokazuje, że zdrowie i sprawność kryją się w nierównowadze. Ludzki organizm nie jest rzeźbą, lecz dynamicznym systemem, który rozwija się, adaptuje i reaguje. A to, co na pierwszy rzut oka wydaje się niedoskonałością, często okazuje się warunkiem sprawnego działania. Symetrycznie – jak widać – wcale nie znaczy lepiej.
PAP
