Dalsza część zamieszania w Instytucie Psychiatrii i Neurologii
Zdaniem kierowników oddziałów w Instytucie Psychiatrii i Neurologii (IPiN) trzeba wstrzymać nagłe przyjęcia pacjentów, ponieważ nie są w stanie zapewnić im bezpieczeństwa. – Zgłoszenia nie znajdują potwierdzenia w faktach – odpowiada dyrektor Sylwia Szepelawa.
Jak podaje „Gazeta Wyborcza” pod koniec marca zamknięto oddział dzienny przy parku Morskie Oko – „kolebkę psychiatrii środowiskowej – który chronił pacjentów w reemisji przed powrotem do szpitala. Wcześniej podawano, że na oddziałach zamkniętych instytutu brakowało papieru toaletowego. Co więcej, w ciągu roku z placówki odeszło 15 psychiatrów.
Rośnie zadłużenie IPIN – dziś sięga 220 mln zł. Restrukturyzacją finansów instytutu zajął się we wrześniu 2024 roku Piotr Nowicki, który stworzył plan naprawczy, zahamował narastanie straty i... 31 marca br. zrezygnował ze stanowiska.
Zastąpiła go Sylwia Szepelawa, która była jego zastępczynią ds. administracyjnych.
Zagrożenie życia pacjenta
„Gazeta Wyborcza” podaje, że w IPiN są problemy z przetaczaniem krwi po tym, jak 30 kwietnia szpitalne laboratorium diagnostyczne przejęła nowa firma.
Kilkanaście lat temu instytut miał swoich diagnostów, potem zlecał prowadzenie swojego laboratorium wyspecjalizowanym firmom zewnętrznym.
– Zapanował chaos. Aż do 18 maja nasze laboratorium w IPiN w ogóle nie było czynne. Wszystkie probówki z krwią i pojemniki z moczem były wożone do oddalonego o 12 km laboratorium w Szpitalu Wolskim i tam badane. Od niedawna diagności z firmy zewnętrznej są już na miejscu, ale tylko do godz. 15, potem probówki też jeżdżą na Wolę – wyjaśnia informator „Gazety Wyborczej”.
– Szpital działa całodobowo. Przyjmujemy pacjentów w stanie ciężkim, zagrażającym życiu. Wożenie probówek przez pół miasta z pewnością nam nie pomaga – dodaje.
Kierownicy klinik alarmują, że wydłużenie czasu oczekiwania na wyniki do kilku godzin może doprowadzić do „zagrożenia życia pacjenta, opóźni wdrożenie leczenia i zwiększy ryzyko wystąpienia powikłań”.
Sylwia Szepelawa zapewnia, że zgłoszenia o nieprawidłowościach nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. – Nie rozumiem też, czemu lekarze skarżą się, że muszą wisieć na telefonie z RCKiK. To nie jest ich zadanie, o czym jasno informuje instrukcja – podkreśla.
Przeczytaj także: „Instytut Problemów i Nerwów”.




